JAKIE BŁĘDY SPRAWIAJĄ, ŻE NIE ZARABIASZ NA SWOIM BLOGU?

lm_blog_5-ways-to-prevent-the-biggest-money-mistakes

Blog „Jak zarabiać pieniądze” jest historycznie moim trzecim blogiem. Pierwszy z nich przekształciłem w serwis i sprzedałem za równowartość kilkumiesięcznych zysków jakie generował. Prowadzenie drugiego o tej samej tematyce również dawało mi (niewielkie) korzyści, ale mieszanka braku czasu w połączeniu z poczuciem, że wciąż robię to samo sprawiły, że odpuściłem. Aktualnie zarabiam na blogu dość, by powiedzieć, że rozumiem już chyba jak to robić. Nie jestem jednak w żadnej czołówce i nie mam ambicji utrzymywać się wyłącznie z bloga (zresztą nie wyobrażam sobie, bym miał WYŁĄCZNIE zarabiać na mówieniu o tym jak zarabiać). Chętnie natomiast podzielić się z Tobą moimi spostrzeżeniami na temat tego co u mnie działa, a co jednak się nie sprawdziło. Udanej lektury!

Wiedz, że pierwotnie rozmowa pojawiła się na blogu Jakuba Zarazika. Wspólne podcasty chętnie jednak udostępniamy u siebie nawzajem.

 

O najczęściej popełnianych błędach przy monetyzacji blogu

 

Naszą rozmowę znajdziecie w dwóch wydaniach. W tym „podstawowym” jest to podcast:

 

 

Ten odcinek można również ściągnąć.

Dla tych co wolą słuchać … transkrypt całej rozmowy!


Jakub Zarazik:  Cześć i dzień dobry!

Witam w kolejnym  podcaście „Projekt  Porażka”. Dzisiaj na tapetę bierzemy najczęściej popełniane błędy przy monetyzacji blogu. Będę rozmawiał z moim gościem, który ma niemałe doświadczenie w tym zakresie. Jest to gość, z którym miałem już przyjemność  rozmawiać wcześniej, też pewnie będziecie go kojarzyć, mowa  tutaj o Mateuszu Kiszło z bloga jakzarabiacpieniadze.com.pl.

Cześć Mateusz!

Mateusz Kiszło: Cześć Jakubie!

Jakub: Przypomnij mi, kiedy ostatnio mieliśmy przyjemność rozmawiać?

Mateusz: Uuu, parę miesięcy  temu, tak lekką ręką.

Jakub: Lekką ręką?

Mateusz: Tak, tak, to był przy okazji naszego cyklu o karierze zawodowej.

Jakub: Dokładnie w trzech odcinkach, z tego, co pamiętam, wzięliśmy sobie na warsztat takie case study Jaśka Kowalskiego. Zastanawialiśmy się, jak go tutaj wprowadzić na rynek pracy. Jak on już się znajdzie na tym rynku, to jak powinien się poruszać. W ostatnim odcinku, z tego, co pamiętam, zastanawialiśmy się, jak już zmienić, czyli opuścić tę karierę może na nowe wody.

Mateusz: Tak jest. Tak swoją drogą, to ja bym powiedział, że ten dzisiejszy temat jest w pewnym sensie rozwinięciem, bo blogować można sobie po godzinach, zarabiać na tym można po godzinach czy to mniejsze, czy większe pieniądze. Poza tym też poruszymy jeden temat, że wcale nie trzeba bezpośrednio na tym zarabiać, a blogować  i tak warto z paru innych względów, ale to już opowiem ci w trakcie nagrania.

Jakub: Właśnie. Mam kilka pytań przygotowanych dla ciebie, oczywiście z racji na tematykę bloga zakończymy tutaj pytaniem dotyczącym błędów popełnianych przy tej monetyzacji, ale do tego sobie dojdziemy wkrótce.

Ja muszę się przyznać szczerze, że temat monetyzacji jest dla mnie stricte czysto teoretyczny, z racji na to, że ten model, który przyjąłem u siebie na blogu, jest tym modelem takim długofalowym, tak? Czyli najpierw skupiam się na stopniowym budowania zaufania wśród odbiorców i dopiero na którymś tam etapie zacznę wprowadzać elementy monetyzacyjne. Na chwilę obecną nie korzystam ani z AdSense, ani z afiliacji. No, sorry, afiliacje mam, ale tak naprawdę nie skupiam się na niej w zbyt dłużej mierze.

Mateusz: Albo nawet nie zaglądasz do niej, bo i tak uważasz, że nie ma to znaczenia.

Jakub: Właśnie, więc fajnie, że mam, mam tutaj ciebie jako rozmówcę, bo możemy połączyć teorię
z praktyką. Zanim dojdziemy już do konkretów, to powiedz może słuchaczom, jak długo tak naprawdę prowadzisz blog? Od kiedy zacząłeś tę przygodę?

Mateusz: To jest bardziej złożone pytanie, niż Ci się wydaje, bo wcześniej miałem przygody
z blogowaniem i z projektami internetowymi, ale powiem tylko o tych, które się w jakiś sposób powiodły, bo teraz rzucę zasłonę milczenia na to, co się nie powiodło.

Pierwszym takim projektem, jeżeli chodzi o bloga, który następnie przekształcił się w portal. Portal to jest o konkretnej tematyce, tak? Nie należy tego mylić z serwisem. Przekształcił się w portal o grach planszowych, pierwotnie robiłem tak przez rok. Rok to prowadziłem, a później zacząłem zatrudniać redakcje, bo zaczęły spływać gry do recenzji, zaczęli pojawiać się reklamodawcy. Okay, na końcu to sprzedałem, więc tutaj jakieś doświadczenie zyskałem.

Po drodze próbowałem różnych rzeczy, aż w końcu przyszedł mi pomysł. Znaczy nie do końca pomysł, ja nie szukałem czegoś na siłę, tylko miałem taką bardzo palącą potrzebę dzielenia się tym, czego ja się uczę, tego, co ja czytam, tego, co ja doświadczam w praktyce, bo ja bardzo dużo rzeczy doświadczam w praktyce, a często tego na blogu nawet nie widać. To moje doświadczenie zawodowe jest zaskakująco bogate, więc stwierdziłem, że założę bloga pod adresem jakzarabiacpieniądze.com.pl. Jako że nie było wolnej domeny pl to stąd taki, a nie inny adres. Nie chciałem już kombinować, tylko chciałem to zrobić również pod wyszukiwarki.

W tej chwili już go monetyzuję, minęło półtora roku, a poprzez „monetyzuję” mam na myśli coś więcej niż pieniądze na waciki. Mówiąc konkretnie: połowę potencjalnych partnerów pozyskuję samodzielnie, czyli po prostu pisząc do nich (później opowiem o tym szerzej) a druga połowa odzywa się do mnie sama. Ja w sumie nawet nie do końca wiem, skąd oni do mnie trafiają. Tak szczerze, nie pytam nawet. W każdym razie jest to o tyle dobre, że ten blog nie ma konkurencji. To też rozwinę nieco dalej.

Drugą odnogą są jeszcze pozyskiwane książki do recenzji, bo to jednak siłą rzeczy stanowi jakieś mniejsze czy większe aktywa. Czy to sobie zostawisz, czy sprzedasz to jest Twoja sprawa. A więc: część stoi na półce, a część jest sprzedana.

Trzecią odnogą są konsultacje, jeżeli ktoś ma taką potrzebę, to akurat jest niepopularne, także dlatego, że ciężko jest znaleźć w zasadzie osoby zainteresowane tym, żeby skorzystać z mojej wiedzy.

I ostatnim sposobem, w jaki monetyzuję tego bloga jest afiliacja. Tyle że afiliacja wymaga albo bardzo zaangażowanej społeczności idącej w tysiące, albo gigantycznej społeczności. Dlatego to na chwilę obecną stanowi zdecydowaną mniejszość przychodów. Chociaż bardzo bym chciał, żeby było inaczej. Do tego dążę, ale to wymaga albo dobrego formatu, albo zbudowania jeszcze większej ilości czytelników. To tak w dużym skrócie. Na razie monetyzuję to w ten sposób. A wiesz, możliwości jest dużo więcej w przyszłości.

Jakub: Jasne, czyli z tego, co zrozumiałem, to można powiedzieć, że od półtora roku eksperymentujesz już stricte z monetyzacją tego bloga, o którym mówiłeś teraz, dotyczącego zarabiania.

Mateusz: Tak. Tak naprawdę zacząłem zarabiać po roku. Mówię o większych sumach, nie o kilkunastu złotych miesięcznie na afiliacji. Bo to się nie liczy.

Jakub: Jasne. A powiedz mi, bo wymieniłeś kilka technik, które sobie na pewno rozwiniemy za chwilę, każdą z osobna, ale powiedz mi, jakie były same początki. Obstawiam, że klasycznie był to Google AdSense, bo to jest ta rzecz, którą najłatwiej wprowadzić, zaimplementować na blogu, wygospodarować miejsce, w którym te reklamy spersonalizowane dla danej osoby odwiedzającej będą się wyświetlać. Mam rację? Od tego zaczynałeś?

Mateusz: Właśnie nie. Zacząłem od czegoś trochę gorszego. Uznałem, że w dobie AdBlocków, AdSense nie ma sensu. Ja już zakładając, wiedziałem, że to nie będzie żadne źródło dochodu, bo na przykład wiedziałem case Michała Szafrańskiego, on też eksperymentował z AdSensem i przy dużo większej ilości czytelników miesięcznie, on tam zarabiał malutkie pieniądze, strasznie malutkie pieniądze. Ta przestrzeń reklamowa jest cenniejsza w inny sposób niż właśnie za wyświetlanie.

Ja próbowałem i odniosłem porażkę ze skracaniem linków. Konkretnie próbowałem programu, który się nazywa shorte.st. Skracasz link i ilekroć ktoś przechodzi z tego linka, ktoś klika w ten link i widzi reklamę i przechodzi do faktycznego linku, który się za nim kryje. Cały blog był obrandowany tym znaczkiem, tylko że nie zdałem sobie sprawy, bo gdzieś tak na chwilę wyłączyłem głowę, że przecież to jest strasznie irytujące, bo ilekroć gdzieś do kogoś linkuję, to ktoś musi przechodzić przez reklamy i tak w pewnym momencie ktoś mi powiedział – chyba właśnie Paweł Tkaczyk – że mam dobre treści na blogu, ale on nie będzie polecał dalej moich artykułów, ze względu na to, że właśnie jest to obrandowane w taki sposób.

Tak, to mnie tknęło. W zasadzie to właśnie on mnie sprowadził na ziemię. I stwierdziłem: dobra, na razie skupię się na dostarczaniu treści i zobaczę, jak będzie dalej. Będę na bieżąco skupiał się na dostarczaniu treści i zobaczę, co mi przyniesie los. Oczywiście, ten los sam kreowałem, bo próbowałem i tego, i aktywnie działałem. Na chwilę obecną to tyle.

Czy próbowałem jeszcze czegoś innego po drodze? Próbowałem jeszcze afiliacji, tylko tak jak mówiłem wcześniej, ona wymaga po prostu społeczności. Dopóki nie zbudujesz społeczności, czyli nie dasz jej wartości, która przyciągnie do bloga, to nie masz co liczyć na zyski. Co nie zmienia faktu, że w każdym wpisie, jak już miałem okazję, dodałem jakiś link afiliacyjny. To też z prozaicznego powodu, żebym później nie musiał tego jeszcze raz wklejać, poza tym coś tam wpada raz na jakiś czas. I to jest fajne. Z czego najważniejsze jest to, że ja już dany wpis stworzyłem, on sobie wisi i ja zupełnie o tym zapominam. I tak raz na jakiś czas, bardzo rzadko, otwieram te programy afiliacyjne i widzę, że coś tam właśnie wpada. Tutaj ileś złotych, tutaj ileś złotych, tutaj ileś złotych… A praca została tylko raz wykonana.

Jakub: No dokładnie. W kwestii afiliacji też warto mieć z tyłu głowy, że łatwo tutaj patrzeć przez case Michała Szafrańskiego, który wybrał najlepszy możliwy sektor, czyli sektor bankowy. Gdzie za leada jest płacone, jeśli dobrze pamiętam, od 30 do 50 złotych, w zależności od tego, jaka to jest lokata…

Mateusz: Nawet więcej

Jakub: …albo i więcej nawet.

Mateusz: Nawet więcej, bo ja na bieżąco to sprawdzam. Chociaż właśnie, powiem też o jednej porażce. Prawdopodobnie z tego też sobie ucieknę. Dwa razy chyba miałem wpisy o jakichś kontach, z czego faktycznie zdałem sobie sprawę, że to po prostu nie wyjdzie. Bo ja mam taki format ściśle o zarabianiu i np. przez cały czas gadałem o zarabianiu, zarabianiu, zarabianiu… I jak się pojawia u mnie oferta np. konta jakiegoś, to nie ma to większych szans, bo czytelnik nie jest przyzwyczajony do tego, że ona tutaj wpada. Za samo konto czy, powiedzmy, karty kredytowe to stawki się zaczynają od 50 do 60 złotych za założenie czegoś. Bo masz jeszcze rozliczenia za tzw. lead, czyli podanie wyłącznie kontaktu. Czyli ktoś podaje telefon i masz za to jakieś wynagrodzenie, ale ono jest dużo mniejsze. Dlatego właśnie wszyscy blogerzy, którzy parają się afiliacją, skupiają się na zakładaniu czegoś.

Jakub: Właśnie. Myślę, że w afiliacji, trzeba mieć z tyłu głowy, że żeby to miało realne rezultaty, to musi to być bardzo dobrze sprecyzowane, czyli dobrany produkt afiliacyjny do tematyki na blogu. I tak naprawdę, im węższa jest ta tematyka, im w bardziej niszową grupę trafiamy, tym – w mojej ocenie – większa szansa, że będziemy mieli konwersję. Bo lepiej jest mieć 500, 1000 stałych czytelników na blogu, ale w niszy, nie wiem, wędkarstwa oceanicznego, czy w jakieś naprawdę kwestii niszowej i dawać, proponować im produkt spersonalizowany dokładnie pod tę grupę. Bow innym przypadku będziemy trochę strzelać ślepakami.

Mateusz: Tak. Nie ma szans. Nie będziesz miał z tego w zasadzie nic. Może ktoś coś raz ci założy przypadkiem, ale faktycznie wrzucanie informacji o nowym koncie bankowym na blogu wędkarskim to faktycznie jest kiepski pomysł.

Jakub: Ja myślę – sorry, że ci wejdę w zdanie – że możemy sobie zrobić tutaj szkodę sami, bo tracimy wiarygodność w tym momencie. Jeżeli będziemy proponować czytelnikom czy słuchaczom, coś kompletnie niespersonalizowanego, niedostosowanego do ich potrzeb, no to od razu – przynajmniej mi osobiście – zapala się lampka „ok, gość chce definitywnie na mnie zarobić”. I w momencie, w którym on mi daję tę wartość, czyli faktycznie publikuje dużo wartościowych treści u siebie na blogu, to być może ja przymknę na to oko i powiem: „dobra, w sumie to należy mu się zapłata. Nie płacę mu w żaden inny sposób i tak musiałbym skorzystać z tego produktu, więc zrobię to przez jego link”, ale myślę, że jest większa szansa, że sobie możemy, tutaj sami zrobić szkodę nie dopasowując tego.

Mateusz: Tak, tak. Wiesz, co innego jak – powiedzmy – ktoś prowadzi bloga „Bankobranie”, no i tam czytelnicy już wiedzą, po co wchodzą konkretnie. On ich przyzwyczaił, odsiewał osoby, które nie są zainteresowane niczym innym i po prostu on pisze ściśle o promocjach bankowych, więc oni są tego nauczeni, mają do niego zaufanie, wiedzą, że to jest ekspert w danej dziedzinie. I cały blog jest skonstruowany pod to, żeby przyciągać te osoby. Innych nie. Innych czytelników nawet nie chce, bo on by na nich tracił czas, bo on potrzebuje tylko tych zaangażowanych, którzy właśnie klikną ten link.

Dlatego nie ma co skakać z kwiatka na kwiatek. Tylko trzeba konsekwentnie budować daną tematykę. Parać się daną niszą i w ramach tej niszy polecać te produkty, które odpowiadają naszej niszy. Nie odwrotnie. Bo ja już próbowałem, mimo że znam teorię, to próbowałem zrobić to trochę inaczej właśnie. Trochę to obejść. Bo ja testuję dużo, sprawdzam itd. Nie da się tego zrobić inaczej. A przynajmniej to nie będzie miało sensu. Może przyniesie jakiś marny jednorazowy skutek, ale nic poza tym.

Jakub: Właśnie. No tutaj, myślę, że podstawą podstawy będzie jednak ta analityka, czy to ‘googlowska’, czy jakakolwiek inna. No i na wstępie musimy bardzo dobrze zrozumieć naszą grupę odbiorców. Bo może być tak, że zakładamy bloga, który jest mniej lub bardziej niszowy, z myślą, że dotrzemy do określonej grupy odbiorców. A w rzeczywistości, jeśli zagłębimy się w analitykę, może się okazać, że totalnie nie trafiliśmy, że np. nasza taka grupa docelowa wymarzona stanowi 20-30% wszystkich odbiorców, a w rzeczywistości trafiamy zupełnie gdzie indziej, więc ja myślę, że tutaj na wstępie musimy tak naprawdę zrozumieć, do kogo tworzymy te treści i dopiero do nich sparować odpowiednią metodę. Prawda?

Mateusz: Tak. Nawet pomyśleć czy my byśmy sami z takiej formy skorzystali, w jakiej to przedstawiamy. Bo to, że my coś wrzucimy z nadzieją, że my się tak nie zachowujemy, ale inni mają szansę skorzystać… No nie. To tak nie działa.

Poza tym poruszyłeś temat AdSense. Co prawda nigdy z niego aktywnie nie korzystałem, tylko ja trochę tutaj teorią się podeprę, bo dużo wiem od strony teoretycznej. Wymagałoby to albo bloga idącego w setki tysięcy UU miesięcznie, to znaczy konkretnie – najlepiej, żebyś miał setki tysięcy odsłon miesięcznie, to wtedy coś tam ci wpada. Parę stów, do tysiąca złotych.

Niektórzy, tacy, powiedzmy, u nas topowi blogerzy zajmujący się AdSensem mają dlatego tych blogów nawet po kilkadziesiąt. Agnieszka z Biznesowe Info i Krzysztof Lis mają kilkadziesiąt blogów, ze względu na to, że ruch przyciąga im Google. Tylko że też sobie wyobraźcie, ile trzeba tworzyć tekstów na takie blogi, albo powiedzmy mieć jakieś naprawdę dobre teksty, które cały czas przyciągają ruch. Nie jest to już, moim zdaniem, dobry sposób. Tym bardziej że jesteśmy pierwsi w Europie-czy w czołówce, jeśli chodzi o osoby blokujące AdSense.

Jakub: Tak. To jest rynek ok. 40% internautów.

Mateusz: Tak, a sądzę, że to będzie wyłącznie rosło, bo mamy już pewne przyzwyczajenia. Wczoraj bodajże oglądaliśmy coś na YouTube, wyskoczyła nam reklama (oglądaliśmy na komórce) i od razu drapaliśmy się po głowie, czemu jeszcze nie ściągnęliśmy sobie AdBlocka na komórki. I lada moment pewnie to zrobimy. I ten, kto zarabia jeszcze na odsłonach mobilnie, ten też zaraz zacznie tracić udział w tym, bo nie ma to większego sensu. Już lata temu była taka prognoza, że będziemy się strasznie irytować no i to widać właśnie w tym momencie, bo jesteśmy takim narodem.

Jakub: No dokładnie. Ja myślę, że tutaj możemy sobie zrobić taki mały skok w bok, jeśli chodzi o całą tematykę monetyzacji. Bo jak się tak nad tym zastanawiam to tak naprawdę najgorszą rzeczą i największym błędem, jaki możemy popełnić przy monetyzacji to postawić ją na pierwszym miejscu, czyli rozpocząć tworzenie treści, rozpocząć prowadzenie bloga, podcast, czy czegokolwiek z myślą o tym, że będziemy na tym zarabiać.

Mateusz: Oj, to jest naprawdę ogromny błąd, tak się nie da.

Jakub: Właśnie. Musimy tak naprawdę zupełnie odwrócić o 180° i wyjść z założenia, że zaczynamy po to, żeby ludziom pomagać. I teraz: im większej grupie ludzi pomożemy, im lepsze treści będziemy tworzyć, im bardziej będziemy wiarygodni i transparentni, tym bardziej ludzi będzie ciągnęło do nas. I w momencie, w którym tych ludzi będzie do nas ciągnęło, oni sami będą czuli potrzebę odwzajemnienia się nam w jakiś sposób. Czy to będzie właśnie skorzystanie z linku afiliacyjnego, czy to będzie kliknięcie w reklamę. Cokolwiek. Na pewno ta chęć będzie zdecydowanie większa niż wtedy, gdy zaczniemy od drugiej strony.

I myślę, że tu analogią najprostszą będzie szukanie partnera / partnerki. Jeżeli się zafiksujemy na tym, wyjdziemy z założenia „kurde, muszę kogoś znaleźć, mam dość bycia samemu”, to tak naprawdę tworzymy wokół siebie taką barierę, bufor, który wręcz odstrasza ludzi. Ja sam, po sobie z poprzednich lat to widziałem. Im bardziej się człowiek starał, tym mniejsze były tego rezultaty, a im bardziej odpuszczał i bardziej w wyluzowany sposób podchodził do tego, tym rezultaty były lepsze tak naprawdę.

Myślę więc, że od tego by warto zacząć. I tak naprawdę, gdy ustawimy sobie priorytety, gdy ustawimy sobie to nastawienie w odpowiedni sposób, to już dobranie poszczególnych narzędzi, myślę, że będzie dużo prostszą kwestią i na pewno rezultaty będą dużo lepsze.

Mateusz: To znaczy – podpowiem – na pewno musi nam się chcieć, bo to, że my chcemy na tym zarabiać, a później musimy pisać co czwarty dzień, co tydzień, coś publikować, to nam się bardzo szybko odechce. I wiecie, w sieci będzie kolejny martwy blog, gdzie już od razu, pierwszego dnia mieliśmy stworzoną zakładkę „Współpraca”. Bez sensu.

Ja zakładkę „Współpraca” stworzyłem dopiero po 14-15 miesiącach. Tak serio, serio. Mimo że już wcześniej ktoś do mnie pisał, to tej zakładki „Współpraca” wcześniej nie było, aż w końcu uznałem, że jest mi potrzebna, bo mam sporo zapytań, ale potem jeszcze do tego przejdziemy.

Teraz tak: jeżeli nawet chcemy coś zrobić, to dajmy sobie czas, dajmy sobie parę miesięcy. Ja też parę miesięcy trzymałem to w głowie i to cały czas nie odpuszczało. Pomyślałem sobie: „Kurczę, chcę! Chcę to mieć!”. Nie tak, że uznałem, że: „dobra, na drugi dzień zakładam”. Nie, ja to sobie bardzo dokładnie przemyślałem. Parę miesięcy z tym chodziłem. Myślałem o formatach, jak to zrobić, po co mi to jest, czy ktoś w ogóle to będzie czytał i nie odpuszczałem, więc uznałem: „Dobra, to trzeba zrobić”.

Przygotowałem sobie parę wpisów wcześniej i mi tej pary wciąż nie brakuje, bo mam więcej pomysłów niż czasu. To znaczy czasu też mam sporo, ale mam bardzo dużo pomysłów na to, co chciałbym zrealizować, z kim zrealizować itd. I tak jak Ci powiedziałem wcześniej. Ja pierwotnie też, w pewnym momencie nie wiedziałem, jak ja to będę monetyzował. Bo ten mój pierwotny zamysł runął w gruzach, ale robiłem to dalej, bo ja to po prostu lubiłem. I jeżeli to lubisz, to widać taką autentyczność w tym, co robisz. Jeżeli widać autentyczność to przyciągasz kolejne osoby. To jest takie koło zamachowe, które powoduje, że to samo się zaczyna rozwijać. Oczywiście „samo” to tak za dużo powiedziane, bo w tych czasach mam wrażenie, że więcej osób prowadzi blogi, niż je czyta, ale to potem wszystko się ładnie rozwija.

Więc podstawową rzeczą jest to, że musisz chcieć. Najlepiej daj sobie czas, parę miesięcy, a jeżeli po paru miesiącach nadal wciąż chcesz i masz ochotę, to zacznij to robić, bo to oznacza, że to jest coś, co chciałbyś robić.

Jakub: Właśnie. Jak dobre wino musi poleżakować, żeby zwiększyło swoją wartość. No dobra, to powiedz mi w takim razie teraz ze swojego doświadczenia. Biorąc pod uwagę Twoją wiedzę, którą masz dzisiaj, jakich rad byś udzielił, jakie techniki byś polecił w monetyzacji. Jak ten proces powinien wyglądać od początku? Biorąc pod uwagę Twoje doświadczenie i wyciągniętą naukę z tych błędów?

Mateusz: Wszystko, co mówię, nie u każdego może się sprawdzić. Bo ktoś ma taki format, bo ktoś to robi i dopiero po jakimś czasie to zadziała. Jest miliony czynników.

W każdym razie powiem, jaki jest u mnie klucz, jakbym robił coś kolejnego. Klucz jest taki, że ja dużo testuję. Nie spinam się tym, że coś mi nie wyszło, że poniosłem straszną porażkę, bo porażka jako taka jest niejako wpisana w testowanie. Nie popełnia błędów, tylko ten, co nic nie robi, więc polecam testować na takiej zasadzie, że można sprawdzić sobie np. model afiliacyjny, można u siebie przetestować – wbrew temu, co mówiłem – AdSense, bo może mamy u siebie naprawdę setki tysięcy odsłon, bo tak trafiliśmy akurat, bo tak się momentami zdarza, że tak Google nam dopomoże, to wtedy warto gdzieś to mieć mimo wszystko.

Czytam właśnie taką książkę, która się nazywa „Trakcja” i autor pisze tam bardzo mądre rzeczy,
a mianowicie to, że żeby – jeśli chodzi o stronę marketingową – testować jak najwięcej rzeczy w jak najkrótszym czasie, nie palić przy tym dużo pieniędzy. To znaczy, wy w ogóle nie będziecie chcieli palić pieniędzy, ale zamysł jest taki, żeby w danym momencie skupiać się tylko na jednej rzeczy. I testować ją, testować, testować… Jak nie działa, to ją odpuścić i spróbować następnej, bo tak naprawdę znajdziemy tylko jeden bądź dwa kanały, które u nas dobrze działają. Czyli jak w przypadku Michała Szafrańskiego, on testował, testował, miał współprace, miał Google AdSense, miał jakieś tam afiliacje na książkach itd. A odnalazł się doskonale w afiliacji kont. Jak już rusza u niego promocja, to on to robi na grube setki tysięcy złotych itd. Ktoś znajduje po prostu swój schemat.

Cały czas testować, bo to, że ja już wypracowałem na tym konkretnym blogu pomysł jak to robić to jedno, ale jeżeli chodzi o inne blogi, to jest zupełnie inna sprawa. Bo na przykład, gdybym prowadził bloga o kotach, to mocniej stosowałbym Facebooka, gdybym prowadził bloga technicznego to więcej masz Twittera. Widzisz te delikatne różnice.

Prowadzimy to samo, czyli blogi, ale dotarcie do odbiorców jest zupełnie inne i nad tym też należy się zastanowić. Czyli pierwszą rzeczą, nad jaką się musisz zastanowić, jeśli zechcesz coś monetyzować, to: skąd weźmiesz tych czytelników? Bo to, że kiedyś dobry tekst się sam roznosił, to dzisiaj już nie do końca tak działa. Na pewno warto bardzo dokładnie zadać sobie pytania: skąd ja ich wezmę? Dlaczego mieliby do mnie przychodzić? I całą ścieżkę marketingową.

Uważam, że 20% to jest tworzenie contentu, pozostałe 80% to promocja. To jest strasznie brutalna prawda. Chciałbym, żeby było inaczej, ale nie będzie inaczej. To, że ty lubisz pisać to jedno, ale też chciałbyś dotrzeć z tym do jak największej ilości osób. I po prostu musisz się zastanowić jak z tym dotrzeć. Chyba że piszesz sobie zupełnie hobbystycznie. To wtedy absolutnie nie mam nic do tego.

Tylko jeżeli masz jakiś pomysł na to, że chciałbyś ten blog wykorzystać do trochę innych celów, to starasz się, z tym przekazem dotrzeć do jak największej ilości osób. I jest dobra metoda, żeby rozkręcić tego bloga na starcie, a mianowicie skupiać się na tym, żeby pisać na początku mało, a więcej wykorzystywać zewnętrznego ruchu. Np. jestem autorem na Inn Poland, nie wykorzystuję tego, bo jakoś tak nie jestem w stanie tego drążyć, a mam w każdej chwili dostęp do tego serwisu, mogę wrzucać swoje teksty i mogę tam wrzucić na dole swój link. W ogóle linki mogę sobie wrzucać, gdzie chcę. I mogę stamtąd pobierać na początku ruch, czyli przedstawić się, pokazać swoją wiedzę
i kierować na swojego bloga. Odwrócić trochę proces, zamiast zdobywać ruch „od dołu”, czyli zaczynając od naszego bloga, to starać się przekierowywać ten ruch do nas z innych źródeł. Czyli piszemy teksty gościnne i robimy masę marketingowej roboty. To wtedy ma sens.

Jakub: Wiesz co? Ja zrobię tylko krótką dygresję, bo w stu procentach zgadzam się z tobą, że testowanie jest kluczem. Jest to tym wychodzeniem ze strefy komfortu, bo jeżeli już znajdziemy coś, w czym jesteśmy dobrze, co wydaje nam się, że dobrze działa. To ciężko jest nam podważyć to, ale bardzo często możemy dojść tu do zaskakujących wniosków. I okaże się, że to rozwiązanie, które stosowaliśmy, nie jest w żadnym stopniu optymalne i możemy znaleźć coś zdecydowanie lepszego.

W tej materii dodałbym tylko, że warto dobrze komunikować się ze swoimi odbiorcami.

Nie mówię, że trzeba robić od razu takie dokładne case study i opisywać. Choć to też jest fajne. Robisz to ty i robię to ja. Przynajmniej raz na razie zrobiłem, takie gruntowne podsumowanie tego, co się dzieje na blogu, jakie metody stosuje, jakie są wymierne rezultaty tego, czyli budowanie tego credibility, tego zaufania wśród czytelników.

No my możemy sobie mówić teoretycznie, ale też zaraz przejdziemy do tego, jakie są praktyczne tego rezultaty. Tak, żeby można było pokazać, co działa w praktyce, a co nie działa.

Mateusz: Chcę ci jeszcze powiedzieć właśnie, bo przyszło mi do głowy teraz. Mieć konkretną tożsamość. Ja sobie to zapisałem u siebie w notatniku, bo ja mam taki duży notatnik w Evernote, gdzie zapisuje sobie wszystkie moje pomysły, które mi przychodzą w związku z blogiem. I mam tam zapisane „znaleźć sobie konkretną tożsamość”, bo jak ktoś przychodzi do mnie, to jasne – „Jak zarabiać pieniądze” – pokazuję jak to robić itd., ale ja np. jako ta osoba z tyłu, jako autor, gdyby ktoś miał mnie konkretnie opisać, czym ja się zajmuję, co jest moją specjalizacją, to on by nie wiedział.

I tak samo, gdyby ktoś zapytał: co znajdę na blogu? To on by nie potrafił odpowiedzieć, bo tam jest tak mnóstwo przeróżnych rzeczy, jest mnóstwo treści i ona jest niby spójna, ale z drugiej strony…

Kojarzysz takie coś jak „Elevator pitch”?

Jakub: Jasne.

Mateusz: Powiedzmy, że wchodzisz do windy, masz 15 sekund, żeby się przedstawić. Ja niby mogę powiedzieć, że przedstawiam jak zarabiać, ale z drugiej strony w sensie długofalowym to tematyka u mnie jest bardzo rozstrzelona i warto być jeszcze bardziej niszowym. A to z tego względu, że nawet reklamodawcy chcą docierać bardzo precyzyjnie, do określonej grupy osób.

I dlatego ja nie potrafię powiedzieć, kim konkretnie są moi czytelnicy, a mimo to reklamodawcy, uważają, że ja mam dużo przedsiębiorców, dużo tego, dużo tamtego… Każdy sobie dodaje, kogo ja mam, kiedy to nie zawsze trafia precyzyjnie. Ja często widzę takie blogerki lifestyle’owe, ja nie wiem, o czym one piszą. Blogi life stylowe – o czym one są? O wszystkim, o mydle i powidle.

Jakub: Właśnie.

Mateusz: A później nic dziwnego, że nikt do was nie pisze, bo wy jesteście podobni do miliona innych osób i nikt nie wie jaką grupę reprezentujecie w zasadzie.

Jakub: Kopiuj-wklej tak naprawdę. Ja powiem Ci, że dokładnie ten sam problem przeżywałem u siebie. Myślę, że nadal przeżywam. On był podstawą do tego rebrandingu, jakiego dokonałem na stronie, bo początkowo blog nazywał się „Rozwój osobisty po polsku” i to nauczyło mnie, że to, co ja w teorii wiedziałem, ale w praktyce nie zastosowałem: research, research i jeszcze raz research, jeszcze zanim coś zrobisz. I tak naprawdę, ja miałem swoje wyobrażenia o rozwoju osobistym, na podstawie mówców motywacyjnych amerykańskich i po prostu teoretycznej lektury, ale w konflikcie z tym, jak to wyglądało w Polsce, w zderzeniu z rzeczywistością, okazało się, że moja grupa odbiorców i ich oczekiwania, były niewspółmierne z tym, co ja dawałem.

Mateusz: Czasami też jest tak, że mimo tego, że robiłeś wszystko dobrze, to nie potrafiłeś dotrzeć do swojej grupy docelowej i docierałeś tylko do pojedynczych osób. Ciężko jest tak złapać te osoby na swojego bloga i je zachęcić, bo są one rozrzucone po całym świecie i jak do nich dotrzeć?

Jakub: Właśnie.

Mateusz: Trudna sprawa. Trzeba się dobrze zastanowić jakimi kanałami chcemy dotrzeć do czytelników, bo skończyły się czasy, w których „Content is king”, czyli twoja treść sama dotrze jakoś tam, gdzie trzeba, ale właśnie nie działa to „jakoś”. Ty musisz znaleźć sposób, jak, konkretnie to zrobić.

Jakub: Dobra, bo zrobiliśmy tutaj dygresję nie w tę stronę. Wracając do monetyzacji. Powiedziałeś, jakie mamy techniki, jak ten proces powinien wyglądać… Powiedz…

Mateusz: Ja tylko liznąłem temat.

Jakub: No ja wiem. Temat jest długi, ale staramy się tutaj przekazać słuchaczom taką pigułkę, samo mięso. Więc powiedz mi może teraz, zmieniając trochę tory, czego powinniśmy się wystrzegać przy rozpoczynaniu monetyzacji. Mówiliśmy trochę o tym, ale jakbyś mógł ten wątek rozwinąć?

Mateusz: Jakich błędów nie popełniać? Na pewno się nie zniechęcać. Trudno mi powiedzieć, jaki okres jest potrzebny, żeby stwierdzić czy coś działa. Ja wiedziałem, że blogowanie to jest maraton, to nie jest zabawa krótkodystansowa, czyli, że ja po kilku miesiącach nie zobaczę żadnych efektów, a wręcz one będą żenujące, ale tutaj ten model działania w sieci ma to do siebie, że wszystko rośnie wykładniczo, czyli jeśli dwie osoby wiedzą o tobie, to jest szansa, że powiedzą dwóm kolejnym. A te osoby powiedzą kolejnym, kolejnym, kolejnym itd. To się samo napędza.

Jak to ktoś mądry powiedział: „Popularność w pewnym momencie robi popularność i ty już nie musisz nic robić”, ale powołam się znowu na przykład Michała Szafrańskiego, ale to jest dobry przykład, bo człowiek był nieznany nikomu w sieci. Absolutnie człowiek…

Jakub: … anonimowy.

Mateusz: Anonimowy. Czytał blogi, nikomu nie był znany i on potrafił rozkręcić tę machinę. Ja to nawet opisałem w case study, bo to mnie fascynowało. Jak on to zrobił? Od zera do takiego króla blogosfery.

To pokazuje, że to wytrwałość i konsekwencja w działaniu. Dlatego powtarzam: to trzeba lubić, bo inaczej byśmy się bardzo szybko zniechęcili. I tak samo, jak testujemy jakiś konkretny kanał, to się nie zniechęcajmy do tego i nie porzucajmy tego zbyt szybko. To jest błędem.

Ja np. bardzo długo testuję jakieś rozwiązania i dopiero po paru miesiącach stwierdzam „chyba to nie działa u mnie”. Czyli np. testuję Twittera, sprawdzam czy są jakieś przejścia, czy jest jakaś aktywność, czy potrafię wzbudzić interakcję. I widzę już po kilku miesiącach, że liczba przejść stamtąd, czyli kliknięcia linków, jest bardzo mała. Dlatego nie będę już kładł na to nacisku.

Widzę, że np. wyświetlania banerowe nie działają, bo też to testowałem z jednym reklamodawcą. Mieliśmy baner na stronie głównej i widzę, że on nie przynosił dużych rezultatów. Już wstępnie stwierdzam, że tej formy reklamowej, czyli banerów, polecać nie będę. Chyba że się okaże, że to jest kwestia tego, co się wyświetla na tym banerze, ale mimo wszystko bardziej skłaniam się ku wpisom sponsorowanym itd.

Człowiek dochodzi do pewnych wniosków, testując kawał czasu. Naprawdę po jednym, dwóch, trzech dniach do tego nie dojdziesz. Jeśli już wchodzisz w blogowanie, to daj sobie kilka lat. Jeśli nie jesteś gotowy, to nie zaczynaj. Chyba że wyłącznie z pasji, wtedy zapraszamy. Poblogujesz sobie jakiś czas.

I takim błędem w monetyzacji, może niebezpośrednim, ale ja wyznaję zasadę (która chyba się sprawdza): jeżeli nie mamy z czegoś bezpośredniej czy niebezpośredniej korzyści, to szybko to porzucimy. Więc nawet jeśli robimy coś dla przyjemności, to warto, żeby coś nam to dawało, oprócz satysfakcji. Może to być cokolwiek, czy to kontakty, czy coś innego. Poza tym, największym błędem w monetyzacji jest to, że chcemy zarabiać na tym pieniądze.

Ja już kiedyś o tym myślałem, że już nawet nawiązany kontakt z tobą jest dla mnie dużą korzyścią, bo to jest fajny kontakt. Kontakt z innymi blogerami, którzy są bardzo fajnymi ludźmi, bo powiedzmy sobie, fajnie się z nimi pisze, fajnie się z nimi wymienia myślami, fajnie możemy sobie porozmawiać. Nie wiem, kiedy ja te kontakty będę w stanie wykorzystać. Nie wiem, do czego je wykorzystam.W każdym razie je mam. Nawet samo to, może być wystarczającym powodem, żeby blogować. Nawet gdybym nie zarabiał, to stwierdziłbym, że było warto. Dlatego nie spinać się, że musimy zarabiać na tym pieniądze.

Możemy też np. robić sobie całe portfolia, jeżeli chodzi o blogowanie, czyli np. blog. Wiemy, że my nie będziemy zawodowymi blogerami, ale robimy to po to, żeby pokazać swoje zaplecze i umiejętności, np. dla pracodawcy. Sam miałem kiedyś taką sytuację, bo pracodawca zainteresował się blogiem, który prowadziłem kiedyś i powiedział „słuchaj, chciałbym cię zaprosić i pogadać”. Facet stworzył mi stanowisko specjalnie pode mnie. Wynegocjowałem warunki, usiedliśmy, pogadaliśmy w ileś tam osób, bo zebrali się oprócz niego jacyś szefowie jeszcze. A to wszystko z powodu bloga.

Jakub: Już mi się to cisnęło na usta cały czas. Fantastycznie, że o tym mówisz, bo to jest czyste złoto. Ta puenta, że pieniądze pieniędzmi, do tego też dążyłem, żeby spuentować, ale absolutnie nie powinniśmy patrzeć z tej perspektywy. W stu procentach zgadzam się z tym, co mówiłeś, że kontakty potrafią mieć naprawdę ogromną wartość. Ja to po swoim doświadczeniu i karierze zawodowej widzę, że po prostu otwiera się tyle drzwi. Możemy nie zdawać sobie z tego sprawy, jak wartościowy jest networking i kontakty, jakie uzyskaliśmy, ale uwierzcie mi, będą tego rezultaty.

Mateusz: Załóżmy, że można to zrobić zupełnie inaczej. Zakładając kolejnego bloga, mógłbym stwierdzić, że zrobię coś bardzo specjalistycznego, np. z jakiegoś powodu robię tylko o sprzedaży, chociaż na razie nie widzę z tego korzyści, ale powiedzmy, że mam taką chęć. I wtedy, gdy np. nawiązujesz z kimś kontakt, czyli piszesz do kogoś na LinkedIn czy na Facebooku itd., mówisz „hej”, to jest takie głupie, zwykłe „hej”. A w momencie, gdy piszesz: „hej, chciałbym przeprowadzić z tobą wywiad” albo „chciałbym przeprowadzić z tobą rozmowę”, to masz niemalże zapewnione, że nawiążesz ten kontakt z tą osobą. Bo to jest takie naturalne, pogadacie sobie przed rozmową, przed podcastem, trakcie wywiadu, po prostu nawiążesz pierwszy kontakt. A nie wyobrażam sobie, że piszę: „hej, znam cię, lubię cię, coś tam, coś tam”. To takie nienaturalne jest. Co nie znaczy, że tego komuś odmawiam, ale ten nasz kontakt, my już tyle przegadaliśmy ze sobą, Jakubie, że już w pewnym momencie się spotkamy w realu siłą rzeczy.

Jakub: Może nawet niedługo.

Mateusz: Może nawet niedługo. Tak, dokładnie. Jest tu nawet zapowiedziane wstępnie, że jakoś to tak będzie. A teraz oddaję Ci głos.

Jakub: Tak naprawdę to chciałem spuentować to, co też można krótko rozwinąć, to co mówiłeś
w kwestii rekrutacji, budowania swojej marki osobistej. To również jest bardzo ważna rzecz.

Jeśli, znowu, wracając do tego początkowego argumentu, czyli będziemy tworzyć dobre treści, będziemy je tworzyć z dużą częstotliwością. To też jest to jakiś znak dla pracodawcy i dla przyszłego wspólnika: „kurczę, jeżeli on ma pasję. Jest zainteresowany czymś. Publikuje od roku, ma sto wpisów, to widać, że faktycznie jest zaangażowany. To ja też chcę wejść z nim w relację biznesową, czy jakąś inną”.

Mateusz: To jest świetny sposób na szukanie klientów, czyli nie zarabiasz bezpośrednio na blogu, ale przez blog. Podam tu dwa dobre przykłady, bo ja od zawsze siedzę w branży finansowej.

Znam przypadek takiego prawnika, zabij mnie, nie pamiętam nazwiska. Taki bardzo znany człowiek, jeśli chodzi o windykacje i należności. To jest specjalista w swojej dziedzinie. I np. mi się ukuło w głowie, że on jest specjalistą w swojej dziedzinie, bo mój wspólnik po prostu się nim zachwycał i tym, co on pisał na blogu. Facet zdobywa większość swoich klientów przez blog. Nie pamiętam, jak się nazywa. On ma swoją siedzibę i nawet kazał swoim pracownikom prowadzić blogi, żeby oni też przyciągali klientów w ten sposób.

My w zasadzie pomyśleliśmy w ten sam sposób, jeszcze, kiedy prowadziłem spółkę, to założyliśmy blog pod adresem prawoafinanse.pl i w życiu nie chcieliśmy tam zarabiać. Nie przyszło nam to do głowy. My pokazywaliśmy swoją wiedzę i w ten sposób ściągaliśmy ludzi. Udało się tam zarobić parę groszy. Nawet nie tak najgorzej. Mimo bardzo krótkiego czasu, przez jaki on był dostępny. Teraz został zamknięty, bo każdy poszedł swoją drogą. Ja poszedłem swoją drogą, wspólnik poszedł swoją drogą, ale to są zupełnie inne modele. I jeżeli mogę coś doradzić, powiedziałbym, że nie powinno się zakładać bloga z myślą o tym, że my będziemy jakoś zarabiać bezpośrednio, że będziemy pozyskiwać reklamodawców, afiliacje itd. Nie! Bo to jest piekielnie trudne i to się udaje nielicznym.

Mimo mojego dużego doświadczenia też brakuje mi bardzo wiele, żeby się to jakoś sensownie rozkręcić. Bo raz – mam umiejętności sprzedażowe, bo ja od zawsze jestem w sprzedaży, dwa – wiem, jak prowadzi się blogi. I stąd udaje mi się pozyskiwać reklamodawców, bo ja potrafię te rzeczy robić, ale to ileś blogów musiałem założyć i przetestować, żeby nauczyć się tego formatu. Więc absolutnie nie.

Mamy też Wojciecha Wawrzaka. Ja nie znam wielu prawników, Wojciecha Wawrzaka kojarzę. On prowadzi bloga PraKreacja.pl i on pewnie sobie głowy nie zawraca tym, żeby tam jacyś reklamodawcy byli, tylko on pokazuje swoją wiedzę, on tam buduje swoją markę osobistą i tak pozyskuje klientów.

Jeżeli, powiedzmy, jesteśmy na studiach, robimy coś, uczymy się czegoś, architektury czy prawa, możemy sobie założyć blog i coś tam rzeźbić. Naprawdę, nie spinamy się wtedy, że mamy tylko tylu a tylu czytelników. A wręcz, nie obchodzi nas ilu mamy czytelników. Dlatego, że to nie jest dla nich.

Możemy nawet do pracodawców pisać: „słuchajcie, prowadzę takiego bloga, zajrzyjcie”. Tam masz pokazane, że masz tę wiedzę praktyczną. To znaczy, ciężko to rozdzielić, ale że masz tę wiedzę i Ty się nią chwalisz, że Ty się tym tematem wręcz pasjonujesz, rozwiązujesz jakieś case’y na blogu, czyli sam sobie zadajesz jakieś problemy i sam sobie je rozwiązujesz.

To działa. To naprawdę do budowy marki osobistej działa. I gdybym dzisiaj zakładał, to bym nawet jeszcze coś założył, gdybym miał jakiś sensowny pomysł i potrzebę taką, żeby coś bardzo specjalistycznego, do zupełnie innego celu niż bezpośrednie zarabianie z tego.

Jakub: Właśnie.

Mateusz: I to dla mnie najważniejsza jest puenta z tego całego podcastu. Każdy to mówi.

Nawet sam Kominek aka Jason Hunt, kiedyś wspominał, bo on jest szczery w tych swoich książkach, przeczytałem jedną, kiedyś sobie kupiłem. I on bardzo szczerze powiedział, że bardzo niewiele osób będzie na tym w stanie zarabiać, ale mimo wszystko ludzie są jak lemingi i się pchają w to i na tysiąc blogów, może jeden jest w stanie z tego zarobić.

Jakub: No dobrze. Myślę, że tym akcentem warto będzie zakończyć. Powiedz ze swojego doświadczenia: o jakich sumach my w ogóle mówimy?

Mateusz: W tym momencie?

Jakub: Tak. Co jest realistyczne? Do czego musimy dążyć? Jak to u ciebie wygląda?

Mateusz: Mogę powiedzieć. Nie mam z tym problemu. Tak przeciętnie w miesiącu to mam między… Tak, żeby teraz nie skłamać, bo to zależy w jakim miesiącu, prawda? Bywały takie miesiące, że miałem 500, bywały takie momenty, że miałem 1 000, bywały takie momenty, że miałem 2 000. Bardzo różnie. To nie są duże sumy i muszę się trochę napracować nad tym.

Dlatego, że np. też mój blog nie jest duży i ja też się momentami dziwię, że są ludzie chętni za to zapłacić. Chociaż ja sam z nimi negocjuję w trakcie, czyli często ktoś chce coś taniej. Więc nie są to jakieś gigantyczne sumy, ale widzę potencjał.

Zwłaszcza że ta społeczność się tutaj buduje i w zasadzie też myślę nad czymś, co jest z jednej strony produktem, buduje markę osobistą, z drugiej strony też coś może sprzedawać. Pomysłów jest mnóstwo. Ja jestem właśnie na takim etapie przejściowym.

Nie mogę powiedzieć, że w tym momencie mógłbym żyć z bloga, bo nie chciałbym nawet takiego ryzyka podjąć, ale coś tak zawsze wpada dodatkowo z tych pieniędzy, tym bardziej że to doświadczenie zostaje. Ja już się nauczyłem to robić i mogę to skalować, czyli na początku celowo brałem bardzo małe sumy, żeby zobaczyć, jaka jest moja dolna granica. Bo rzucić kwotę 10 000 ja mogę od zaraz, ale nikogo bym nie znalazł, a teraz np. wiem, że już poniżej pewnej stawki nigdy nie zejdę, bo wiem, ile kosztuje mnie to pracy, wiem, ile to jest warte, wiem, jaki mniej więcej zasięg osiągam i teraz np. mam pewną minimalną stawkę, z której w życiu nie zejdę, ale ona będzie cały czas wzrastać.

Ja to też powtarzam reklamodawcom, że możecie teraz skorzystać, bo ta stawka będzie tylko rosnąć, a np. tekst na blogu będzie cały czas. I w momencie, gdy mój blog będzie się rozwijał, to ten tekst będzie cały czas. Wy zapłaciliście za to ułamek ceny, jaką zapłacilibyście później. To też jest bardzo fajny argument. To też jest temat rzeka, ale wydaje mi się, że najważniejsze powiedzieliśmy.

Bo dla mnie najważniejszą puentą jest to, żeby nie skupiać się absolutnie na bezpośrednim zarabianiu. Ja to powtarzam jak mantrę.

Jakub: Właśnie. Mateusz, nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować ci za szczerość, za podzielenie się blaskami i cieniami związanymi z monetyzacją.

Myślę, że zostawimy tutaj słuchaczy z takim podsumowaniem: żeby po pierwsze – skupili się na treści, widzieli do kogo i jak docierają, odwlekli czas monetyzacji tej finansowej, pozwolili temu winku trochę dojrzeć, otworzyli umysł na inne możliwości monetyzacji, czyli budowanie naszej sieci kontaktów, naszej wiarygodności, marki osobistej i po prostu skupili się na tym, co lubią robić,
a pieniądze…

Mateusz: Pieniądze wtedy same przyjdą!

Jakub: Dokładnie tak! Bardzo Ci dziękuję serdecznie za tę rozmowę jeszcze raz. I do usłyszenia! Mam nadzieję, że niedługo!

Mateusz: Do usłyszenia!