CZYTELNIK W TRUDNEJ ŻYCIOWEJ SYTUACJI – CO MU DORADZIMY?

boja - CZYTELNIK W TRUDNEJ ŻYCIOWEJ SYTUACJI - CO MU DORADZIMY?

Otrzymałem nietypowego maila od osoby, która znalazła się w niełatwej życiowej sytuacji. Zapytałem ją, czy mogę opublikować jego treść bez podawania imienia i nazwiska w odrębnym wpisie. Chciałem po prostu odpowiedzieć na zadane mi pytania możliwe najrzetelniej, ale kosztowałoby mnie to sporo czasu i pracy jak na fakt, że przeczyta to wyłącznie jedna osoba. Dlatego ustaliliśmy, że moje przemyślenia pojawią się w formie pełnoprawnego wpisu, by skorzystać mogli również i pozostali.

 

Cześć!

Chciałbym z Tobą poruszyć temat afiliacji. Usiłuję na nim zarabiać, z tymże do dnia dzisiejszego, nic nie zarobiłem. Nie mam pojęcia o marketingu internetowym. Jestem z tym zupełnie sam. Zarejestrowałem się na ebrokerpartner.pl potem na system partnerski.pl (Bankier). Na webepartners też miałem konto, ale je usunąłem. Poza blogiem poetyckim (jeżeli tak go można nazwać) nie prowadzę żadnych stron w internecie. Na innego bloga pomysłu zwyczajnie nie mam. Próbowałem pisać o psychologii, warsztacie pisarskim, uzależnieniach, finansach, ale nie wyszło, ponieważ u podstaw zawsze jest pomysł a tu pomysłu konkretnego, niestety nie stwierdzono…Blog poetycki nie jest chyba odpowiednim miejscem do umieszczania linków afiliacyjnych. Nie chcę być sławny ani bogaty, choć czasami gram w Totolotka, ale chcę po prostu mieć własny biznes, który przy świadomym zaangażowaniu z mojej strony (czyli, że wiem dokładnie co i jak mam robić), pozwoli mi na spłatę kredytów, ponoszenie comiesięcznych opłat za czynsz i media oraz pozwoli nie doświadczać mi pustej lodówki i to dosłownie.

Śledzę Twojego bloga „Jak zarabiać pieniądze” i próbuję z niego zawsze coś wyciągnąć. Niestety, cały czas mam w głowie straszną pustkę. Moi rodzice nie żyją a starsze rodzeństwo uważa, że żyję jakimiś mrzonkami. Moim największym atutem, którego nie potrafię przekuć na pieniądze jest pisanie tekstów. Potrzebuję tylko wiedzieć jaki temat mam poruszyć i w jakiej formie. W pisaniu czuję się jak ryba w wodzie. Uważam, że jestem w tym dobry. Myślałem o blogu copywritera. No właśnie…Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Z wykształcenia jestem kucharzem, przekwalifikowanym na technika ekonomistę z naciskiem na prace biurowe. Do końca sierpnia (finansowo do końca lipca) utrzymuję się z renty rodzinnej. Choruję na epilepsję. Żyje w ciągłym stresie, co nie służy mojej chorobie a co więcej, nie stać mnie na kontynuowanie leczenia w specjalistycznym centrum. Za niedługo nie będę pamiętał, jak wygląda prowadzący mnie neurolog.

Co radzisz w temacie afiliacji i ewentualnego przekłuwania swoich zdolności literackich (piszę w końcu powieść) na pieniądze? Jak mogę zarabiać na swojej pasji? Jak mam promować produkty by na nich zarabiać? Nie oczekuję złotych rozwiązań, bo takowe chyba nie istnieją, ale oczekuję na jakąś odpowiedź od Ciebie.

Z radami jest tak, że może ich udzielać w zasadzie każdy. Staramy się pomóc drugiej osobie dzieląc się nimi, ale prawda jest taka, że można wręcz nimi wyrządzić krzywdę. Rodzice, którzy wychowali się w latach, gdy studia miały realne przełożenie na rynek pracy, gorąco zachęcają nas do ich podjęcia. Nie wiedzą jednak jak od tego czasu zmieniły się realia, a młody człowiek tym bardziej. W efekcie po pięciu latach zyskujemy kawałek papieru, który pracodawcy rzadko kiedy biorą pod uwagę przy zatrudnianiu. Omówiłem to zresztą w specjalnym odcinku podcastu.

 

CZY STUDIA SĄ DLA KAŻDEGO? – PODCAST

 

Dlatego zamiast mówić co powinien zrobić opowiem co JA zrobiłbym w tej sytuacji. Niech wybierze z tego to co mu odpowiada i zastosuje jeśli uzna to za pomysł warty spróbowania. Pamiętaj, że pomimo moich najlepszych intencji powinieneś stosować zasadę ograniczonego zaufania i decydować o sobie samodzielnie.

 

ZACZYNAMY:

Co jest główną przyczyną jego stresu? Brak pieniędzy i perspektyw zawodowych. Budzi to obawy, towarzyszy ci poczucie bycia gorszym od innych, zmusza do rezygnacji z wielu przyjemności i w skrajnym przypadku może wpędzić w długi, które będą wiązały się z nieprzyjemnym procesem windykacji. Dlatego GDYBYM BYŁ NIM ogłosiłbym stan wojenny – konkretnie się wkurzył i zabrał do działania. Żadnego użalania się nad sobą –  uznałbym, że oto znalazłem się w przejściowej sytuacji do której nigdy więcej nie wrócę. Wyjściem z niej będzie po prostu ciężka i mądra praca mająca na celu pozyskanie źródła finansowania. Najszybciej stanie się to poprzez zatrudnienie – da mi to komfort stałych zarobków i pozwoli komfortowo się rozwijać. Afiliacja i inne formy wymagają czasu, które w tej chwili nie posiadam. Porzuciłbym myślenie o tym, że jestem bezrobotny – zamiast tego uznałbym, że pracą, którą wykonuję jest szukanie pracy. Wstawałbym z budzikiem jakbym miał jechać do biura, ale zamiast tego siadałbym do komputera i realizował kolejne kroki z mojej listy. Z każdą poświęconą na to godziną ZWIĘKSZAŁBYM szanse na sukces, czyli znalezienie pracy. Rozbicie tego procesu na wiele dni tylko niepotrzebnie wszystko wydłuża.

1] Wspominał o pisaniu. To dobry kierunek, bo łatwo w nim o pracę. Dlatego poświęciłbym CAŁY dzień na czytanie o tym gdzie można znaleźć pracę jako copywriter i z czym to się wiąże. Kupiłbym „Zostań freelancerem” Agnieszki Skupieńskiej i sprawdził w miejskiej bibliotece, czy nie mają innych pozycji na ten temat, które byłyby równie na czasie.

2] Przygotowałbym świetne CV na wypadek, gdyby ktoś mnie o nie prosił. Rozbudowany wpis na ten temat znajdziesz TUTAJ. Tworzę je wyłącznie po to, by wysyłać je w OSTATECZNOŚCI. Będę miał je na tę okazję pod ręką.

3] Dopiero po przygotowaniu świetnego CV skupiłbym się na przygotowaniu robiącego wrażenie portfolio. Następnie starałbym się opublikować w miejscu o pewnej renomie. Zrobi to wrażenie na potencjalnym pracodawcy i pokaże, że masz w sobie cechy osoby konsekwentnej. Spróbowałbym wcielić się w potencjalnego pracodawcę i wypisać co mogłoby jeszcze zrobić na mnie wrażenie.

5] Następnego dnia priorytetem byłoby spisanie listy WSZYSTKICH potencjalnych pracodawców, którzy mogą potrzebować copywriterów w moim mieście i pobliskich miastach w sensownej odległości. Skontaktowałbym się z nimi telefonicznie jeśli będzie to możliwe nawet jeśli nie ma ogłoszeń świadczących o tym, iż kogoś szukają – raz już zatrudniłem się w miejscu w którym stanowisko zostało stworzone specjalne z myślą o mnie, więc wiem, że jest to możliwe. Zacząłbym śledzić profile osób pracujących lub założycieli agencji – często wrzucają informacje o zatrudnieniu. Przejrzałbym ich profile wstecz, aby zobaczyć, czy coś mi nie umknęło. Gdyby praca wymagała ode mnie przeprowadzki – zrobiłbym to bez wahania. To tylko proces przejściowy, a komfort jaki zapewnia stałe zatrudnienie byłby tego warty. Nawet jeśli nie szukają akurat copywritera.

 

1 3 - CZYTELNIK W TRUDNEJ ŻYCIOWEJ SYTUACJI - CO MU DORADZIMY?

222 - CZYTELNIK W TRUDNEJ ŻYCIOWEJ SYTUACJI - CO MU DORADZIMY?

Mając je wszystkie spisane zadzwoniłbym do wszystkich firm, które w jakiś sposób zarabiają na pisaniu. Wiem, że to budzi w wielu osobach strach, ale pomyśl w ten sposób – jeśli wykonanie tego telefonu drastycznie zwiększyłoby twoje szanse na otrzymanie pracy, która jest ci teraz tak niezbędna, a w konsekwencji usunęła 90% twoich stresów wynikających z braku pieniędzy … Chyba warto. Telefon ma na celu odróżnienie się i sprawienie, by cię kojarzono. Właśnie z tego powodu, że 99% kandydatów wyśle po prostu CV, gdy zostanie o to poproszone.

 

Mój telefon wyglądałby mniej więcej tak:

Nazywam się tak i tak, a telefonuję, bo jestem osobą, która żyje z pisania świetnych tekstów. Czy w tej chwili nie przeszkadzam?

(odpowiedź)

Świetnie. Dzwonię, bo prześledziłem historię firmy i śledzę ją również w mediach społecznościowych. Uznałem, że podobają mi się wyznawane przez nią wartości i atmosfera w jakiej wydajecie się pracować. Nie wiem, czy w chwili obecnej szukacie osób takich jak ja / wiem, że szukacie osób na stanowisko XYZ …

(odpowiedź)

… i uznałem, że chcę dla was pracować (chwila przerwy, by nie popaść w monolog i dać coś powiedzieć osobie po drugiej stronie słuchawki)

(odpowiedź …)

Czy jest możliwość, abym stawił się osobiście w firmie i byście mogli poznać mnie lepiej?

 

Można łatwo przewidzieć, że nastąpiłaby jedna z poniższych reakcji i się na nią przygotować:

A] Odpowiedzą, żeby wysłać swoja kandydaturę mailem – spytałbym, czy mogę listem, bo wolisz tę formę. Jest bardziej ludzka. Niezależnie od ich odpowiedzi zapytałbym, czy mogę skontaktować się z nimi w okresie tygodnia. To dość czasu, by przejrzeli i nie zapomnieli o moim istnieniu. Zrób wszystko, by odróżnić się od całej reszty!

B] Odpowiedzą, że w tej chwili nie zatrudniają. Zapytałbym, czy i tak mógłbym wysłać list i dołączył do niego moje osiągnięcia.

C] Co zdarzałoby się najrzadziej lub wcale to zaproszenia do biura, by porozmawiać z osobą decyzyjną. Zadbałbym o to, by wcześniej dowiedzieć się o nich jak najwięcej. Jak się ubierają, jaka jest kultura pracy, jakie wartości są dla nich najważniejsze. Przygotowałbym się, aby czuli, że znaleźli jednego ze swoich.

 

Rozpisałbym sobie wszystkie warianty możliwych odpowiedzi mojego rozmówcy i przećwiczyłbym odpowiedź na każdą z nich, by brzmiała możliwie naturalnie. W innym wypadku niespodziewana odpowiedź może zbić mnie z tropu i zepsuć pierwsze wrażenie, które jak wiemy, możemy zrobić tylko raz.

 

W międzyczasie robiłbym „nadgodziny”, czyli:

– Zainteresował się wszystkim co ma związek z przyjmowaniem zleceń na teksty w sieci. W tej materii masz ogromną liczbę serwisów z czego wymienię najpowszechniejsze:

 

WhitePress

Giełda Tekstów

Na dole bloga tosieoplaca.pl

+ tutaj:

Portale ze zleceniami dla freelancerów i małych firm [lista z 2015]

 

Przeszukaj sieć 🙂

 

Co do reszty nadgodzin:

– Każdego dnia szlifowałbym pisanie co najmniej godzinę dziennie; nastawiałbym budzik i nie odchodziłbym od komputera dopóki nie skończę.

– Pół godziny każdego dnia z budzikiem czytałbym o sztuce jaką jest pisanie. To nie tylko ciąg znaków, ale też angażowanie odbiorcy, granie na emocjach, formułowanie przyciągających oko tytułów.

 

Mógłbym wszystko o czym napisałem wyżej rozwinąć jeszcze bardziej, ale zacząłbym na razie od tego co napisałem. To i tak kupa pracy 😊 Zostawiłbym granie w Lotka, bo jak pisałem wcześniej, próba poprawienia swojego życia poprzez fart jest naiwna. Nie skupiałbym się w tej chwili na blogowaniu, afiliacji i innych czynnościach – tylko, by mnie w tej chwili rozpraszały. Moim priorytetem byłoby zapewnienie sobie stabilności finansowej. Wtedy będę mógł sobie eksperymentować.

Mam nadzieję, że pomogłem 🙂

ROZWÓJ ZAWODOWY (NIŻEJ):

 

 
  • Michał Miśkiewicz

    Konkretnie i „z jajem” 🙂 Koledze, który jest adresatem tekstu polecam blog „Be a freelance blogger” (beafreelanceblogger.com)- zwłaszcza zapisanie się do newslettera. Życzę powodzenia i dziękuję za ten wpis 🙂

  • Iwona Paulina

    Nie jestem w trudnej sytuacji finansowej, więc nie czuję właściwie żadnej presji, nie mniej jednak o własnym biznesie marzę od jakiegoś roku. Dlaczego? Bo chciałabym móc pracować z domu po ty by mieć więcej czasu dla dziecka. Ponieważ „start na wariata” wykracza poza moją strefę komfortu, zaczęłam od freelancerki po godzinach. Próbuję „dorobić” i poznać rynek. Też piszę. Teksty umieszczam na giełdatekstów.pl, textbookres czy goodcontent. Na razie tylko na tych trzech portalach bo dopiero się rozkręcam. Grunt to próbować i nie łamać się.

  • Ja polecam odwiedzić ten post http://dorabiajprzezinternet.blogspot.com/2015/10/18-sposob-na-dorabianie.html na moim i mojego chłopaka blpgu – znajdziesz w nim kilka stron, dzięki którym pozyskasz zlecenia na pisanie tekstów czy marketing szeptany w Internecie.

    Możesz też napisać do mojej szefowej roma@headway.pl – ona cały czas rekrutuje na copywriterów. Byś pisał teksty na strony WWW / sklepy internetowe, opisy produktów czy do mailingu.

    Pozdrawiam
    Anna