DOCHÓD PASYWNY UZYSKANY PRACĄ ETATOWĄ? TAK, TO MOŻLIWE

Projekt bez tytułu - DOCHÓD PASYWNY UZYSKANY PRACĄ ETATOWĄ? TAK, TO MOŻLIWE

Budzik, pobudka, śniadanie, kawa, mycie zębów, wyjazd do pracy. Niezależnie od tego czy nam się chce (w znakomitej większości przypadków nie) i tak musimy spędzić tam około ośmiu (lub więcej) godzin. Powtarzamy to 22 dni w miesiącu i większość roku naszym życiem dryguje praca. Chcąc wyjechać na wakacje musimy zapytać o taką możliwość szefa. Chcąc wziąć wolne w ciągu dnia również musimy uzyskać czyjąś zgodę. Weekend wykorzystuje się, by doprowadzić mieszkanie do stanu używalności (czyli posprzątać), zrobić większe zakupy i w przypadku niektórych nadrobić sprawy zawodowe z tygodnia. W niedzielę myślimy już o poniedziałku i o tym jak bardzo nam się znów nie chce.  W poniedziałek czekamy już na piątek. Najgorsze w tym jest to, że tak będzie wyglądać reszta naszego życia.

Niektórzy pocieszają się tym, że odpoczną na emeryturze. Mało to kojąca wizja, bo:

– Trzeba do niej dożyć

– Jestem rocznikiem 87 i nawet nie wiem, czy mogę oczekiwać emerytury. Ogromny dług jaki ma ZUS każe mi, jako zdroworozsądkowemu człowiekowi, myśleć nad emeryturą na własną rękę.

– Nawet jeśli mi ją przyznają to w jakiej wysokości? Nikt z osób, które znam, a przebywają na emeryturze nie wyruszył jachtem w podróż dookoła świata. Zamiast tego zastanawiają się jak przeżyć z głodowej emerytury do pierwszego, albo pracują.

Zmieniają się szczegóły, ale u większości osób na kuli ziemskiej tak właśnie wygląda życie. Zresztą jest taki żart, który odzwierciedla problem z emeryturami w przyszłości, a brzmi on mniej więcej tak:

„Panie premierze – jak żyć?”
„Krótko” – kwituje premier.

Krótko, bo pieniędzy na wypłaty emerytur nie wystarcza. Rząd już zapowiedział, że nie każdy otrzyma emeryturę, bo trzeba będzie mieć co najmniej udowodnione co najmniej 15 lat opłacania składek. W społeczeństwie zawrzało, ale rząd uspokoił, że to tylko po to, by zablokować wypłatę groszowych emerytur i formalności z w tym związanych. Faktycznie jestem uspokojony wiedząc, że skoro od 14 lat każdego miesiąca tytułem składek wpłacam kilkaset złotych to mogę nie otrzymać z tego ani grosza. Czyli wpłaciłem kilkadziesiąt tysięcy złotych, a otrzymam okrągłe zero (link do źródła)

Ktoś mógłby się mnie teraz zapytać:

„Ale Mateuszu – ale jak można inaczej? Zarabiać nie pracując?”

Odpowiadam wtedy: TAK!

Coś takiego nazywa się dochodem pasywnym. To uniezależnienie dochodów od twojej pracy. Otrzymujesz pieniądze nie musząc prac. Coś co dla wielu jest tylko wymysłem ludzi leniwych.

Od ponad półtorej roku jestem agentem ubezpieczeniowym Generali. Pewnego dnia, tworząc budżet domowy, zauważyłem coś niezwykłego. Aby to zrozumieć musicie wiedzieć, że moje wynagrodzenie składa się z kilku części. Są jednorazowe świadczenia za zrealizowany plan, dodatkowe świadczenia za zrobienie powyżej 100% planu, premie za konkursy, gdy takowe się odbywają, a także wypłacana CO MIESIĄC prowizja za sprzedane przeze mnie polisy. Słowem im ich więcej, tym więcej tych pieniędzy co miesiąc otrzymuję. Piękno polega na tym, że otrzymuje ją NIEZALEŻNIE od tego czy w ogóle kiwnę w palcem. Pracę wykonałem raz, a prowizję otrzymuję tak długo jak te polisy trwają.

Nie muszę realizować planów sprzedażowych, ani zjawiać się w biurze, aby ją otrzymać. Generalnie agenci, wyłączywszy jakieś odprawy, czy specjalne okazje, całkowicie samodzielnie ustalają swój grafik. Liczy się fakt, żeby wpływały polisy i absolutnie nie musisz w tym celu siedzieć w biurze. Biuro jest do Twojej dyspozycji, a nie odwrotnie – siedzenie w nim nigdy nie jest obligatoryjne. Ba – możesz cały plan zrealizować sprzedażowy zrealizować w ciągu godziny nawet na minutę się w nim nie pojawiając, a resztę miesiąca zbijając przysłowiowe bąki. Nikt nie wymaga od Ciebie samego siedzenia dla samego faktu.



No więc mając dużą ilość polis w „portfelu” wypracowałem sobie stałe wynagrodzenie. Po półtorej roku pracy pokrywa niemal idealnie 1/2 moich miesięcznych kosztów stałych (mam na myśli opłaty + życie). Jeśli utrzymam podobne tempo to prawdopodobnie za rok lub dwa pokryję w ten sposób całkowicie swoje koszta stałe.

Czy firma pozwoli swojemu agentowi tak po prostu nie pracować? Ujmę to w ten sposób – z moich obserwacji wynika, że pójdzie mu na rękę. Mamy emerytowanego agenta, który co prawda nic już aktywnie nie sprzedaje, ale firma pozwoliła mu zachować wypracowany dotychczas portfel. Agentki, które urodziły po prostu robią sobie wolne. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że pracują na działalności gospodarczej. Co miesiąc po prostu wystawiają faktury za portfel. Przykładów mógłbym mnożyć, a wynika to z faktu, że firmy obawiają się utraty agentów / handlowców / sprzedawców, bo wraz z nimi mogą odejść ich klienci. To bardzo realna obawa zresztą potwierdzona zresztą licznymi faktami (bywa, że w mniejszych firmach odejście najlepszego handlowca jest równoznaczne z jej bankructwem). Agenci są fundamentem każdej firmy ubezpieczeniowej, a na stratę doświadczonego nikt sobie nie pozwoli. Klienci zżywają się nie z firmą, ale z ludźmi, którzy tę firmę reprezentują.

Czy to oznacza, że z czasem przestanę pracować i zacznę się obijać? Nie i to z kilku powodów. Po pierwsze byłoby to nie fair względem firmy. Po drugie kiedy chcę wolnego to po prostu je sobię robię (nie muszę o to nikogo pytać), więc, gdy będę chciał wolnego to po prostu z tego skorzystam. Po trzecie moje potrzeby finansowe rosną. Zamiast tego tworzę coś w rodzaju stałego wynagrodzenia, które zapewnia mi komfort psychiczny. Nie muszę pytać szefa o podwyżkę, bo każdego miesiąca zwiększam tą część stałą każdą sprzedaną polisą. Prawda, że fajna wizja? Pewnie, że tak. Inna sprawa, że zawód agenta to jedna z najtrudniejszych rzeczy jakie kiedykolwiek rzeczy robiłem. O tym jednak opowiem już przy innej okazji.