JAK ZARABIAĆ NA BLOGU? – ROZMOWA Z KRZYSZTOFEM LISEM

BLOG - JAK ZARABIAĆ NA BLOGU? - ROZMOWA Z KRZYSZTOFEM LISEM

Wspomniany człowiek to jedna z bardziej znanych osobistości internetowych zajmujących się tematyką zarabiania w sieci – a przynajmniej jedna z niewielu, która ma na tym polu faktycznie poważne dokonania. Prowadzi sporo blogów, ale zaprosiłem go dla was głównie z powodu jednego z nich, czyli tego pod tym adresem: KLIK. Opowie wam o następujących tematach, które niejednej osobie mogą spędzać sen z powiek (…)

– Jak zarabiać na blogach? Ogólne pytanie, które przeradza się w dyskusję.

– Czy Google Adsense pozwala dziś zarobić w dobie adblocków?

– Modelowy przykład zarabiającego bloga

– Jak zmonetyzować bloga … nie zarabiając na nim bezpośrednio?

– Czy blogi sprzedają?

– Czy posiadanie wielu blogów ma sens?

– Jakie błędy popełniamy myśląc o monetyzacji bloga?

– Monetyzacja na You Tube (uznaliśmy, że to też forma blogowania)

– Przyszłość monetyzacji blogów

– Dlaczego reklamodawcy wybierają czasem blogerów zamiast serwisów i np. kampanii banerowej?

 

Teraz słowo wyjaśnienia! Otóż nagraliśmy podcast … nawet dwa. W obu wypadkach problemy techniczne po mojej stronie spowodowały, że nadawał się wyłącznie do wyrzucenia ze względu na fatalną jakość dźwięku. Szalenie żałuję, że Krzyszof jest godnym mówcą i fajną gadułą, która ma ogromną wiedzę. Zdecydowałem się więc na transkrypt, czyli pisemną wersję naszej rozmowy, która znajduje się niżej. Pierwszy raz w historii tego bloga, więc to takie swoiste szczęście w nieszczęściu. Nie uchowało się niestety wszystko o czym rozmawialiśmy więc …

… PONIŻEJ KRZYSZTOF DORZUCIŁ ODPOWIEDZI W FORMIE AUDIO NA KILKA Z PYTAŃ, KTÓRE NIE POJAWIŁY SIĘ W TRANSKRYPCIE:

 

WRACAJĄC DO SAMEGO WYWIADU – oto i on!

Mateusz: Krzysztofie, gdybyś mógł się przedstawić słuchaczom w trzech słowach.

Krzysztof: Dzień dobry, nazywam się Krzysztof Lis. Gdybym miał o sobie opowiedzieć w trzech słowach to nie byłbym w stanie, więc będzie w pięciu. Zarabiam w internecie. Ostatnio liczyłem, że tak około połowę życia. Pierwsze pieniądze zarobiłem w nim jakoś w 2001 roku na jakimś banerku na stronie internetowej. Od 2006 roku zarabiam na blogach. Od 2007 piszę blog o zarabianiu na blogach. Od 2011 do niedawna pracowałem dla Agory, gdzie zajmowałem się optymalizacją reklamy kontekstowej i automatycznej. Moim zadaniem było to, aby z konkretnych reklam na stronie wyciągać jak najwięcej pieniędzy. Od niedawna pracuję zaś dla grupy Adtaily przy produkcie, który ma za zadanie pomagać wydawcom i właścicielom stron internetowym w spieniężaniu ruchu. Mogę powiedzieć, że chyba trochę się znam. Do Agory i do Adtaily dostałem się, bo ktoś zauważył, że się na tym znam. Ktoś zauważył, że prowadzę bloga o zarabianiu na blogach, zaprosił mnie do współpracy i tak od tamtego czasu to się toczy. Mogę z pewnością powiedzieć, że zarabiam dziś pieniądze, bo kiedyś zacząłem prowadzić blog.

M: A jakie blogi prowadzisz? Wiemy na pewno o jednym, bo jesteś z niego znany. 

K: Zarabianie na blogu pl to jest ten blog, który pewnie masz na myśli …

M: … tak jest …

K … ale tak naprawdę blogów mam ponad grubo piędziesiąt. Tak, chyba koło sześćdziesięciu w tej chwili. To jest efekt tego, że miałem całe mnóstwo dobrych pomysłów odnośnie tego jakie blogi mogłyby zarabiać dla mnie pieniądze, a pozniej okazywało się, że te pomysły nie były takie dobre. Dużych, popularnych blogów to mam może trzy. Pierwszy to ten o którym wspomnieliśmy. Drugi to drewno zamiast benzyny, który istnieje od 2003, a pisze w nim o biopaliwie, o ekologicznym stylu życia … Takie tematy, którymi się kiedyś jeszcze zafascynowałem będąc na studiach. Najpopularniejszym blogiem przy którym ostatnio pracuję jest domowy survival, którzy współtworzę z kolegą i traktuje o przygotowywaniu się na trudne czasy. Na wojnę, na głód na świecie, ale też na przykład na długotrwały brak prądu. Oprócz aktywnego pisania na blog robię też sporo filmów na You Tube i to jest najważniejsze działanie. Właśnie w tej chwili, gdy rozmawiamy renderuje mi się film na kanał.

M: Czyli nie boisz się ekranu?

K: Już nie.

M: Jasne, bo to wszystko przychodzi z czasem. Powiedz mi Krzysztofie – jak zarabiasz na tych blogach? Po to właśnie głównie cię zaprosiłem.

K: Jasne! Większość pieniędzy jakie zarobiłem w internecie miało miejsce dzięki Google Adsense; jednej z chyba najpopularniejszych sieci wydawniczych na świecie, a na pewno jednej z najpopularniejszych w Polsce. Uważam, że jest to świetny punkt wyjścia, by zacząć, bo wystarczy wstawić sobie ko na stronę, a system zam zadba, aby wyświetlały się odpowiednie reklamy, które mogą użytkowników zainteresować. Tu zarobiłem najwięcej pieniędzy i w dalszym ciągu to moje główne zrodło dochodów na blogach. Zdarzają się także również bezpośrednie współprace z reklamodawcami na blogu. Czy to w formie wpisów sponsorowanych, czy w postaci fantów do przetestowania. Czasami też sprzedaję banery bezpośrednio na swoich blogach. Ostatnią z istnotniejszych form jest reklama w sieci afiliacyjnej (KONIECZNIE PRZECZYTAJ POZNIEJ TEN WPIS O ZARABIANIU NA AFILIACJI), a co ciekawsze staram się interesujące moich czytelników promować. Drobiazgi wpadają z programów typu content stream, która ma taki produkt służący do wyświetlania treści powiązanych z danym wpisem. Oprócz tych treści pojawia się tam również reklama i jeśli ludzie w nią klikną to otrzymujemy kilka groszy.

M: Czy google adsense w dalszym ciągu będzie miał sens w dobie tak powszechnych adblocków?

K: No z tymi adblockami to jest kiepsko, bo my w Polsce mamy chyba największą populację osób, które z nich korzystają, bo nawet międy 35 a 40% użytkowników przeglądarek z nich korzysta i jest to przerażające. Rzeczywiście reklamy adsense łatwo zablokować, bo ich kody znajdują się w każdy filtrze, ale opieram sie na tych pozostałych 60%. Poza tym na komórkach jest niewielka liczba osób, które blokują reklamy, a z kolei ruch komórkowy znacznie rośnie. Adsense jest więc moim zdaniem dobrym punktem wyjścia do czasu znalezienia bardziej efektywnego sposobuspieniężania ruchu. Jeśli zaś udaje mi się nawiązać bezpośrednie współprace z reklamodawcą to wyłączam lub zastępuje bannery innymi reklamami. Staram się również korzystam z takich form, których łatwo zablokować się nie da np. linków programów partnerskich, gdy opisuję produkt na blogu. Głupotą byłoby nie podanie adresu do strony internetowej, gdzie można go kupić. Ewentualnie kieruję do porównywarki cen (LUB SKORZYSTAĆ Z CENEO) co stanowi dla czytelników dodatkową wartość. Adblock jest więcej niezłym punktem wyjścia, aby nawet wyceniać współpracę, bo wiem, że blogerzy, czy właściciele stron mają z tym problem. Dzięki statystykom Adsense wiemy jakie poszczególne miejsca na stronie mają liczbę kliknięć i odsłon. Pozwala nam to oszacować jaką dany banner będzie miało wartość dla reklamodawcy, a także dla nas samych. Możemy łatwo policzyć jaką sumę zaproponować, by zwróciło nam się z nawiązką wyłączenie Adsense.

M: Co z pozostałymi programami partnerskimi? Powiedzmy sieci afiliacyjne – czy na nich da się robić pieniądze?

K: Tak, z całą pewnością. Michał Szafrański, którego podziwiam i którego bardzo szanuję za to co osiągnął zarobił w większości dzięki program afiliacyjnym właśnie. Polecał za ich pomocą lokaty za pomocą, których jego czytelnicy mogą zarabiać pieniądze i ona zarabia na tym ogromne pieniądze.

M: Bez zaglądania w kieszeń, bo sam Michał to potwierdza, zarabia na tym miliony. Swego czasu chwalił się ilością zakładanych lokat, które jego czytelnicy otwierali w tysiącach, a za otwarcie której otrzymywał konkretną sumę. Dodajmy do tego rosnący ruch, zaufanie jakie zdobył i fakt, że przestał publikować dokładne sumy, bo stały się tak duże, że „niektórych mogą kłuć w oczy”, a mamy pewność, że to przedstawiciel blogerów – milionerów.

K: Tak, tak, z całą pewnością. To jest model, który moim zdaniem jest najlepszy dla wszystkim ze stron. Michał dostarcza jakościową treść swoim czytelnikom. Ktoś kto szuka informacji o tym gdzie oszczędzać i gdzie zarobić dodatkowych parę złotych na lokatach znajdzie u niego odpowiedzi na te pytania. Sam Michał za polecenia sprawdzonych produktów ma z tego korzyść, a bank ma zainteresowanie klienta. Więc jest to zasada 3 x win jak to kiedyś Maciej Budzich z „Mediafun” wymyślił, czyli każda strona wygrywa, gdzie każda ze stron otrzymuje wartość. Jeśli się ma odpowiedni ruch to na sieciach afiliacyjnych można zarobić olbrzymie pieniądze. Odpowiedni ruch oprócz odpowiednio dużych cyfr oznacza również ludzi zainteresowanych tymi konkretnymi produktami. Albo patrząc z drugiej strony dostarczając reklamy ludziom, które mają szansę ich faktycznie zainteresować. Jakiś czas temu narzekałem na swoim fanpageu na jedną z sieci afiliacyjnych, a skłoniła mnie do tego rozmowa z pracownicą jednej z tych sieci, która zaproponowała mi, abym wstawił ich reklamę na blog. Odpisałem, że oczywiście bardzo chętnie spróbuję, ale proszę napisać o który blog państwu chodzi, a przypominam, że mam ich kilka. Napisała, że chodzi o blog zarabianie na blogu i mają w swojej ofercie reklamy pożyczek. Odpisałem jej, że na moim blogu ludzie szukają informacji o tym jak zarabiać pieniądze, a nie o tym jak je pożyczyć. Może ma więc pani jakieś inne kategorie. Ona na to, że przecież to świetna propozycja, bo może pan zarobić na tym mnóstwo pieniędzy. Pojawiło się jeszczestwierdzenie, że „jak pan wstawi te reklamy na blog to pokaże pan czytelnikom, że można zarabiać bez ryzyka”. Problem polega na tym, że jest właśnie olbrzymie ryzyko dla mnie kiedy wstawię reklamę zupełnie niedopasowaną do potrzeb i oczekiwań czytelników. Ale ci ludzie wysyłają te maile na cały świat ze ślepym przekazem „zapraszamy do programu, 200 zł za pożyczkę”. To wszystko fajnie, ale na przestrzeni działania reklamy tej pożyczki może NIKT nie wziąć, a reklama się będzie świecić. Rzeczywiście jest to model współpracy bez ryzyka – dla reklamodawcy, bo dla mnie jest to jednak duże ryzyko. Ponarzekałem sobie na nie, ale ja ze współpracy z nimi jestem zadowolony bardzo. Jedna z nich ma program afiliacyjny księgarni w której polecam czytelnikom pozycję, którą przeczytałem i wskazując, gdzie można ją ewentualnie kupić dzięki czemu mam szansę zarobienia kilku złotych, a nie tylko kilkudziesięciu groszy jak w przypadku porównywarek cenowych. W sprzyjających warunkach współpraca z sieciami afiliacyjnymi ma sens, bo jednym z czynników jest to, by czytelnicy byli na odpowiednim etapie procesu zakupowego. Jak Michał pisze artykuł o najlepszych lokatach to wiadomo, że do tego artykułu trafiają osoby, które tego szukają choćby z wyszukiwarki. Jeśli ja mam na przykład blog o fotografii i wrzucę na niego bardzo ogólny artykuł o kamerach GO Pro na przykład to do tego artykułu mogą i na pewno będą wchodzić ludzie, którzy nie podjęli jeszcze decyzji o zakupie. Wtedy taki link będzie mało skuteczny, bo te osoby zechcą pogrzebać za informacjami dalej i mój link będzie zwyczajnie zapomniany.

M: Trzeba powiedzieć jedną rzecz – Michał zdobywał latami zaufanie i tworzył ten tunel sprzedażowy sprawiając, że jeśli powie, że coś jest dobre to niemal nikt nie poddaje tego w wątpliwość. Słowem zaufanie sprzedaje bardziej niż nawet mrowie linków i masowa reklama.

K: Tak. Dużo lepiej wygląda i działa link z tabelki czy link z informacją, że to jest sklep w którym ja robię zakupy i jestem z nich zadowolony niż po prostu banner reklamowy. Po to się pisze blogi, by przekazywać przede wszystkim własne doświadczenia i jakoś do nich nawiązywać. Po kilku miesiącach czy też latach można zaobserwować coś w rodzaju zaprzyjaźnienia się z danym autorem.

M: W tym zdaje się kryć odpowiedzieć na pytanie, które często sobie zadawałem – czemu firmy lub agencje świadomie wybierają czasem blogerów zamiast artykuły lub bannery w serwisach.

K: Myślę, że właśnie dlatego, że blog i bloger to jedność. Często jest wręcz tak, że blogi są wręcz obrandowane nazwiskiem autora. Nierzadko wstawia swoje zdjęcie, więc przestaje być anonimowy. Prawie zawsze jest jasna informacja kto ten artykuł napisał nawet jeśli jest to pseudonim jak np. zwierz popkulturalny. W dużych portalach autorzy artykułów podpisują się inicjałami i nawet nie wiadomo kto to jest.

M: Zostawiasz komentarz, nie wiadomo czy odpowie, nie wchodzisz z nim w żadną interakcję. Masz wygenerować odsłonę i sobie stąd iść. Jak chcesz to coś napisz, a jak nie to droga wolna. 

K: Tak – czytelnik może odejść. Zresztą mam wrażenie, że te portale są bardzo drogie.

M: Kiedyś nawet sprawdzałem, bo bywa, że są niekiedy ogólnodostępne, a część jest ukryta za telefonem lub mailem do handlowca (nie wiem czy to dobry przykład, ale Spiders Web nie ukrywa swojego cennika – jest dostępny tutaj). Taki banner na głównej jednego z wiodących serwisów może kosztować nawet kilkaset tysięcy złotych. Ty szczególnie o tym wiesz jaki jest z nich wskaznik ROI (czyli zwrot z inwestycji). Czy twoim zdaniem lepiej jest więc wydać pieniądze u blogera czy w serwisie? Nie żebym stawiał tezę, która jest ci z góry narzucona i chciałbym ją potwierdzić. Pytam, bo naprawdę jestem ciekaw w jakich okolicznościach wybrać jedną lub drugą opcję. Chciałbym usłyszeć zdanie osoby bezstronnej, czyli takiej, która ma bloga, a także pracuje dla serwisów.

K: Trudno odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Obydwa rozwiązania mają swoje dobre strony. To zależy bardzo często od modelu biznesowego i od celu, który chce się uzyskać dla danej kampanii. Jeśli chce się uzyskać efekt wizerunkowy, czyli budować rozpoznawalność marki (zwłaszcza z dobrami szybko zwywalnymi takie jak proszki do prania, czy żarcie dla psów) po prostu w zasięg, czyli kupować dużo odsłon. Nie trzeba kupować odsłon całego serwisu przez tydzień, albo odsłon jakiegoś serwisu tematycznego. Można natomiast kupić wyświetlanie użytkownikom o których wiemy, że czegoś konkretnego szukają na podstawie zgromadzonych danych. Te spersonalizowane odsłony mogą kosztować nawet kilkaset złotych, gdy szukam kogoś z bardzo wąskiej grupy, a potencjalna odsłona może mi się zwrócić (np. docieramy do osób, które szukają auta; marża na tym jest gigantyczna). 

M: Mówisz mi to wszystko i krętymi ścieżkami myślowymi przyszło mi do głowy, by zapytać cię o przyszłość monetyzacji blogów. Obserwujesz ten rynek, bo jak sam wspomniałeś jesteś z nim związany od 2006 tak więc widzisz jak one ewoluują. W którym kierunku zmierzają?

K: Sztuką jest zrobić to trafnie 🙂

M: Powróżmy z fusów.

K: OK. Myślę, że przez to, że tak dużo jest tych osób stosujących adblocka i będzie ich jeszcze więcej. Tym samym podejrzewam, że reklamodawcy będą stopniowo odchodzić od klasycznej reklamy banerowej, czy kontekstowej, które można łatwo zablokować. Adblock wyłapie wszystko co ma reklama w nazwie, wyłapie dowolne formaty i po prostu zablokuje ich wyświetlanie. Reklamodawcom też zależy na tym, aby ich treści docierały do internautów.

M: Czyli będą chcieli uderzyć w reklamę bardziej kontekstową, czyli natywną (np. wpisy sponsorowane). Coś co Adblock nie wyłapie, bo wygląda jak zwykła treść.

K: Product placementy w artykułach, wpisy sponsorowane … Można sobie wyobrazić, że jakieś dodatkowe filtry do Adblocków powstaną. Wypadałoby, bo nie ma ścisłych uregulowań prawnych, aby oznaczać treści w jakiś sposób sponsorowane, więc algorytmy mogą nawet wyłapywać te słowa. Nie jest więc powiedziane, że to również w przyszłości nie będzie blokowane.

M: Tak swoją drogą przyszło mi do głowy … W internecie jest mnóstwo treści, którą można konsumować na wiele sposobów: czytać, oglądać, słuchać … Nie masz wrażenia, że cierpimy na klęskę urodzaju i jest tego momentami za dużo?

K: Pewnie, że tak. Kiedyś korzystałem z takiego niedziałającego już Google Readera, gdzie trzymałem wszystkie swoje subskrybcje RSS. Teraz wszystkich śledzonych przeze mnie treści dostarcza mi Facebook i You Tube. Mając tą świadomość, że z RSSów już prawie nie korzystam to lajkuje prawie wszystko co się da, aby algorytmy wyświetlały mi te treści na moim newsfeedzie. You Tube podsuwa mi masę nowych treści na bazie moich wyborów.

M: Zagląda ci zza pleców co oglądasz i wie.

K: Przez tą niepewność związaną z social media mam wrażenie, że wymusi to na nas blogerach zmianę modelu biznesowego w przyszłości. Jeśli dajemy darmową treść na blogu to konsumujący ją czytelnicy nie są naszymi klientami, ale towarem, którym handlujemy. Precyzyjniej będzie powiedzieć, że towarem są odsłony jakie generują. To się może zmieniać choćby za sprawą serwisu Patronite, który umożliwia tworzenie treści bez reklam lub „,mecenasi” Patronite będą otrzymywać pewne materiały na wyłączność. Możliwe, że będziemy chować część materiałów za płatną subskrybcją, albo wręcz pojedyńczymi płatnościami za dany materiał.

M: Skoro poruszyłeś temat Patronite’a – uważasz, że to będzie nowy, wiodący trend, czy chwilowa moda, która zaraz przeminie?

K: Gdybym miał zgadywać to powiedziałbym, że ten projekt wybuchł po części dzięki Krzysztofowi Gonciarzowi (mówiłem o tym więcej na swoim kanale – Mateusz). Masa osób dopiero po jego pojawieniu się na tej platformie powstawiała swoje projekty. Zbiegło się to z rosnącą świadomością czytelników, że ich ulubieni twórcy muszą za coś żyć. Skoro ludzie potrafią kupować prasę, aby konsumować treści w niej zawarte to również bez większych oporów zechcą rzucić kilka złotych miesięcznie na piwo człowiekowi, który dostarcza im odpowiadającej im treści. Nie każdemu ta sztuka się uda, ale Gonciarz pokazał jak dobrze uzasadnić zbiórkę. Powiedział: 

„Dużo piszecie o lasie samobójców w Japonii. To droga impreza jest, a żaden sponsor się na to nie znajdzie. Skoro chcecie, abym tam pojechał to może wy mi to zasponsorujecie?”. Mając tak dużą społeczność nie miał z tym większych problemów. W końcu on w tym internecie tworzy już od lat. Mam nawet jego książkę Webshows o tworzeniu, jak to się brzydko mówi, filmików na Youtube, a napisana była przed naprawdę wieloma laty, więc on to doświadczenie ma. Innym się jednak zbiórka na Patronite nie udała. Zresztą co by daleko nie szukać to ja sam w zeszłym roku robiłem z kolegą zbiórkę społecznościową. Wymyśliliśmy sobie, że przygotujemy na rzecz społeczności taki ogromny projekt (w sensie budżetu). Ludzie, którzy chcą przygotować się na najgorsze gotowi są postawić sobie bunkier. Trudno go w polskich warunkach sfinansować, ale taka dobrze zrobiona ziemianka, czy taka piwniczka ziemna na żywność jak najbardziej na taki bunkier się nada. Myśmy wymyślili, że do spółki z architektem i całym zespołem konstruktorów opracujemy taki projekt ziemianki, następnie ją zbudujemy, obfotografujemy każdy etap tej budowy, nagramy z tego parę filmów i projekt tej ziemianki, razem z całą dokumentacją z tej budowy, żeby ludzie mogli sobie to zbudować w swoim ogródku, udostępnimy. Potrzebowaliśmy na to sumy rzędu 100 tysięcy złotych, bo budowa takiego podziemnego obiektu, nawet niedużego, jest dość kosztowna i myśmy zrobili zbiórkęspołecznościową. Po pierwsze na to, by ten projekt stworzyć, a za to trzeba ludziom zapłacić, zbudować tę ziemiankę i tak dalej. Zebraliśmy 6 tysięcy z kawałkiem. Nie udało się z pewnie wielu względów. Po pierwsze dlatego, że chyba ludzie za bardzo nie potrzebują tego typu materiałów, a po drugie może mieli poczucie, że my ich chcemy naciągnąć na to, by zbudować sobie bunkier za ich pieniądze. Jak widzisz nie sposób zaplanować sukcesu swojej kampanii, ani zbiórki na Patronite. Prowadzimy kanał na You Tube. Wrzucając film, który w skali powiedzmy roku zarobi mi kilkaset złotych mógłbym uznać, że to się łatwo skaluje i nagrywając jeden film każdego dnia bardzo szybko osiągnę próg w którym będe mógł z tego żyć. Otóż niekoniecznie, bo na wszystko potrzeba po prostu czasu i nie każdy film, nawet nie wiadomo jak dobry, chwyci. Tutaj mógłby wkroczyć Patronite. Skraca czas i ilość pracy jaką musielibyśmy włożyć w tworzenie treści, by przyniosła nam satysakcjonujący zwrot. Dostaję dotację i błogosławieństwo na to, bym nie musiał oglądać się na algorytmy You Tube, SEO i całe do dbanie o robienie czegoś pod wyszukiwarkę. To samo tyczy się każdej innej aktywności. To ma szansę zadziałać w co najmniej kilkunastu przypadkach w polskim internecie. Nie mówię tu nawet o znanych You Tuberach, którzy mają tak ogromne pieniądze ze współpracy z markami, że oni nie muszą robić tych zbiórek żeby nagrać tych kilka filmów więcej. Chodzi bardziej o takich twórców jak ja – takich, którzy mają kilkadziesiąt tysięcy subskrybcji czy fanów, ale tematyka nie pozwala im się z tego utrzymać, albo ciągłe robienie czegoś „pro bono” sprawia, że zaczynają powoli się wygasać.

M: Czyli wspieranie ulubionego twórcy, który robi coś za darmo, a my chcemy, aby dalej dostarczał. Wracając do zarabiania bezpośrednio na blogach …

K: Był taki czas, że zarabiałem regularnie po kilka tysięcy złotych z blogów.

M: Pamiętam publikowane przez ciebie raporty.

K: A faktycznie był taki okres, że je wypuszczałem.

M: Czy cieszyły się popularności?

K: Tak, ale poniekąd dlatego, że były publikowane co miesiąc, a reszta treści pojawiała sie dosyć rzadko. Raporty miały pokazać, że z blogowania można było wyżyć.

M: Czemu nie zająłeś się tym zawodowo?

K: Pracowałem jeszcze na etacie i współpracowałem jeszcze z jedną firmą, a w tych miejscach zarabiałem za dużo, by móc ot tak z nich zrezygnować. Uważam, że dobrze zrobiłem NIE rzucając tych prac. Lepiej mieć dwa zrodla dochodu niż jedno (M: zwłaszcza w czasach, gdy Adblock święci triumfy, a większość dochodów Krzysztof miał z Adsense). Bywa przecież różnie.

M: Tak gadamy o zarabianiu na blogach. Jak można na nich zarabiać, ale tak … nie bezpośrednio. Nie z reklam, ani współprac. Zmonetyzować te blogi, ale nie otrzymywać z nich pieniędzy.

K: To, że ja zarabiam pieniądze na etacie jest w zasadzie zasługą mojego blogowania i efektem zbudowania dzięki nim mojej marki osobistej (LINK DO WPISU O MARCE OSOBISTEJ). Nie tyle na blogu, co właśnie dzięki blogowi. Pisałem o tym kiedyś na swoim blogu, że to jeden ze sposobów. W poprzedniej mojej pracy zatrudniliśmy człowieka, który wpadł nam w oko, bo prowadził blog. Po treściach jakie na nim publikował widzieliśmy, że ta osoba zna się na tym czym miała się zajmować dla nas.

M: Miała kompetencje.

K: Tak, po takim blogu można dużo wyciągnąć. Mam wrażenie, że więcej niż po takiej godzinnej rozmowie rekrutacyjnej, czy nawet dwóch czy trzech rozmowach. Wiadomo, że podczas niej człowiek jest zestresowany i nie wszystko co wie da się z niego wyciągnąć. Ten blog nie był ani jakoś szczególnie rozbudowany, ani popularny. Było tam może z 10 artykułów na krzyż i z rok nie był aktualizowany, ale sam fakt, że pojawiają się tam branżowe pojęcia dobrze wykorzystane i pokazujące, że autor się po prostu na tym zna. Można go było na tej podstawie zaprosić na rozmowę (M: czyli sami go znalezli! Twórzcie takie portfolio!) co trudniej byłoby zrobić gdyby się tego bloga nie widziało wyłącznie na podstawie CV, listu motywacyjnego, czy rozmowie. Zawsze, gdy ludzie do mnie piszą z pytaniem „jak mam zarabiać na blogu?” mówię: jedną rzeczą jest to czy ty zarobisz na tym blogu bezpośrednio na reklamach. Drugą jest to, aby stopniowo budować swoją markę jako osoby, która wie o czym pisze. Pamiętam taki blogi gościa, który studiował kierunek po którym miał zostać dentystą. Miał ten blog, był na drugim roku studiów i tak sobie kurczę myślę … Po pięciu latach studiów prowadzonego przez lekarza, architekta, prawnika, czyli przedstawiciela wolnego zawodu ma ze 100 artykułów na temat pozwalający ocenić jego kompetencje. Śledzenie badań z zakresu np. medycyny świadczy o tym, że ten człowiek jest bardziej na bieżąco niż jakaś tam pani Grażynka z przychodni. Studentom wolnych zawodów mówię: zrób sobie blog. Mam koleżankę po architekturze, ma świetny blog i swoich klientów pozyskuje właśnie stamtąd.

M: Pewnie nijak na samym blogu nie zarabia.

K: Wiesz co … Nie pamiętam żadnych reklam. Architekt to jest świetny przykład. Raz, że na te studia jest się trudno dostać, bo trzeba egzaminy zdać, fajne rysunki pokazać … Załóż ten blog, wrzucaj te swoje projekty. Po skończeniu studiów będziesz miał portfolio, które możesz dołożyć do CV. Możesz tam publikować projekty robione na potrzeby studiów (M: więc wykorzystasz je dwa razy i się „nie zmarnują”), pokażesz i omówisz swoją pracę dyplomową …

M: Można nawet pisać dla laików, aby skomplikowane sprawy przedstawiać prostym językiem.

K: Pewnie, że tak. Ważne, żeby po tych pięciu latach coś mieć. Porównaj studenta, który nie prowadził nigdzie swojego portfolio, a czas spędzał na piciu wódki czy piwa z jego kolegą ze studiów który ma identyczne oceny, ale po pięciu latach ma bogate świadectwo swojej pracy.

M: Ale wódkę to ty szanuj.

K: Wódkę to ja bardzo szanuję, ale nie uważam jej za najlepszy środek do osiągania sukcesów zawodowych. Natomiast blog już natomiast taki cel może spełnić. Chodzi o to, aby mieć coś co nas wyróżnia na tle innych. Na pewno masz świadomość tego i twoi słuchacze na pewno także, że dziś w dobie spadającej wartości wyższego wykształcenia, gdy ktoś nawet skończy wyższą szkołę gotowania na gazie i robienia hałasu, dostanie z tej szkoły jakiś dyplom, który dla przyszłego pracodawcy ma małe znaczenie, to jeśli do tego pokażesz blog na którym przez cały okres nauki piszesz o tym co studiujesz … Powiedzmy, że studiujesz zarządzanie. Piszesz o trendach w zarządzaniu, o tym czemu Elon Musk osiągnął sukces zarządzając swoimi firmami, o tym czemu Jobs nie był dobrym szefem. Mając to wszystko masz dużo łatwiejszy start w życie zawodowe niż tylko mając ten dyplom. Mam wrażenie, że dobrze prowadzony blog może mieć większe znaczenie niż jakikolwiek dyplom. Dyplom świadczy o tym, że umiesz wkuwać i to, że w odpowiednim momencie znałeś odpowiedzi na pytania, których się spodziewałeś. Jakie to ma przełożenie na warunki w pracy? Często znikome.

M: Ja podam przykład, który dobrze znam i stanowi pewny ewenement, bo dotyczy branży PR, którą nijak się na codzień nie interesuje. Zajrzyjcie na blog Instytut Medialny. Prowadzi go dwójka bardzo młodych ludzi z czego jeden to Jakub Biel, którego śledzę na Twitterze. Potrafi w bardzo ciekawy sposób opowiadać o reklamie i PR. Człowiek ma z dwadzieścia parę lat (nie więcej niż 25), a dzięki aktywności blogowej i okołoblogowej staje się już znany w swoim środowisku. 

K: O to właśnie chodzi … Mnie zatrudniono właśnie dlatego, że ktoś mnie wypatrzył jak prowadzę bloga o zarabianiu na blogach. Dzięki niemu byłem na jednej z konferencji organizowanych przez Google dla wydawów Adsense, gdzie byłem jedyną osobą, która dzieli się swoimi doświadczeniami. Mówiłem, że gdzieniegdzie udawało mi się osiągać CTR 30% (liczba wyświetleń do ilości kliknięć). Miałem taką podstronę, gdzie osiągałem taki wynik przez okres dwóch lat. Dzięki temu, że miałem ten blog, trafiłem na tę konferencję i ciekawie opowiedziałem o czym się zajmuję to pracuję od pięciu lat w tej branży. Jeśli jest coś co cię interesuje i możesz godzinami o tym opowiadać znajomym to zacznij o tym pisać. Jeśli jest coś o co cię ludzie pytają np. jaki telefon mają wybrać, bo wiedzą, że się na tym znasz to może znak, że powinieneś o tym pisać? Faktem jest, że zakładając blog nie ma jakiejkolwiek gwarancji, że zarobisz na nim kiedykolwiek jakieś pieniądze, a tematy o których piszesz jest tak niszowy, że czyta cię pięć osób w skali całego kraju, ale nie robiąc nic na pewno tyleż samo otrzymasz, czyli nic.

M: Każdy jest dorosły i zakładając blog powinien dobrze przemyśleć po co mu on jest (M: koniecznie sprawdz szalenie rozbudowany wpis o planowaniu blogowania)

K: Tak, przepraszam, że ci przerwę, ale nie chciałbym, abyśmy o tym zapomnieli. Właśnie zdałem sobie sprawę, że odpowiedz na to PO CO TEN BLOG POWSTAŁ jest kluczowa! Wiadomo, że dla autora jest po to, by pośrednio lub bezpośrednio na nim zarabiać, ale po co on jest czytelnikom? Co oni znajdą na nim wartościowego lub wręcz unikalnego?

M: Ja ostatnio sobie zadaję te pytania (a nawet je upubliczniłem w tym wpisie – LINK DO WPISU OD ZERA DO BOHATERA) stawiając się w roli czytelnika własnego bloga. Co ich przyciąga, co ich POZOSTAWI przy blogu, co sprawia, że już niekiedy nie wracają. Warto sobie odwrócić percepcję i wcielić się na chwilę w skórę tej osoby, która trafia na blog po raz pierwszy.

K: Czasem mam takie osoby, które piszą do mnie „panie Krzysiu, jak zarobić na blogu?”. Pytam więc go o czym jest ten jego twór. Odpowiada „a założyłem tydzień temu blog o piłce nożnej, bo się tym interesuje i będę pisał o wynikach”. Wszystko fajnie, ale ten człowiek musi odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego ludzie mieliby wchodzić na ten blog, a nie na duże, branżowe serwisy, które mają dwudziestoosobową redakcję, która jest w stanie wysłać człowieka na drugi koniec świata na jakiś ciekawy mecz do np. Brazylii, podczas, gdy taki bloger może go sobie zobaczyć najwyżej w telewizji? Co ci czytelnicy znajdą unikalnego i użytecznego na tym blogu? Jeśli nie ma nic takiego to nikt oprócz znajomych odwiedzać go nie będzie.

M: To jest jeden z błędów monetyzacji blogów. Czy mamy ich jeszcze więcej?

K: Przede wszystkim nie robić wtórnej, miałkiej treści, którą można znalezc w innych miejscach. Jakich opracowań innych artykułów. Ok, opracowania mają sens jeśli zbierasz dane z pięciu publikacji naukowych, piszesz blog o związkach damsko – męskich i bierzesz badania dotyczące psychologii na razie dostępne w internecie tylko po angielsku. Dopracowujesz, wyciągasz wnioski, popierasz to swoimi prywatnymi doświadczeniami i masz blog o uwodzeniu. Super i mówię to absolutnie bez żartów. Jeśli jednak omawiasz wyniki meczu, które zostały omówione pięćset razy przez pięćset innych portali, które mają obiektywnie lepszą treść to o czym my rozmawiamy?

M: Nazywam to znalezieniem własnej niszy i wykreowaniem swojego błękitnego oceanu, czyli tworzenie w zupełnie pustej od konkurencji przestrzeni i z mnóstwem potencjalnych czytelników, którzy nie są jeszcze zagospodarowani. 

K: Kiedy ja zacząłem pisać o zarabianiu na blogach w 2007 roku to polskich treści na ten temat nie było. Były tylko fora i ogólne serwisy o spieniężaniu ruchu, ale stricte o pisaniu bloga pod kątem zarabiania pieniędzy nie było. Jak tak o tym mówisz to ma się to doskonale to współprowadzonego przeze mnie bloga o domowym survivalu. Zaczęliśmy go prowadzić w 2010 roku i w tamtym okresie nie było takich treści po polsku. To pozwoliło nam zająć dobrą pozycję w tej niszy i czerpiemy z tego korzyści po dziś. Będzie o to coraz trudniej, bo pal sześć, że te blogi jest coraz łatwiej założyć i można to zrobić nawet wkilka minut, czy patrząc na to jak łatwo tworzyć treści na You Tube. Swoją drogą strasznie się cieszę, że ludzie boją się tej kamery, bo tworzenie treści video jak tak banalne jak jeszcze nigdy nie było. W tych telefonach są takie kamerki jakie można było kupić jeszcze kilka lat temu za kilka tysięcy złotych. Jeden z moich filmów dotyczy wycieczki do Czarnobyla. Kupiłem sobie kamerę, pojechałem, nagrałem i jedyne wspomnienia z tej wycieczki są takie, że trzymałem kamerę. Swoją drogą video to bardzo przyszłościow medium. Pisałem nawet kiedyś o tym, że trzeba tam być. Warto zaznaczyć, że video nie będzie kanibalizować blogów, bo video rządzi się swoimi prawami i tworzy się na niego trochę inny format, a przede wszystkim rządzi treść rozrywkowa, której na blogach jest może troszkę mniej, bo te z kolei zachęcają np. do głębszych przemyśleń. Jest taki trend na You Tube, że coraz więcej jest na nim treści tematycznej. Ja na przykład z pasją oglądam fantastyczny amerykański kanał gości, którzy tworzą materiały o modelach zdalnie sterowanych. Goście mają sklep internetowy, udostępniają bezpłatnie szablony i każdy odcinek oglądam.

M: I w pewnym momencie stwierdzisz „ja muszę to mieć”. Wpadłeś w klasyczny lejek sprzedażowy. Oferują ci bezpłatną wartość z nadzieją, że się zainteresujesz na tyle, by po jakimś czasie sobie to nabyć. Zrobisz to bo im ufasz. Widzisz, że się tym pasjonują, a ich filmy są potwierdzeniem faktu, że się na tym znają.

K: Tak, tak. To model zarabiania na blogu lub kanale, który działa niezależnie od tematyki. Nieważne czy prowadzi sklep internetowy i kanał na YT, czy prowadzi blog. Grunt, że zajmuje się tym od pięciu lat i mogę prześledzić całą tą ścieżkę czytając / oglądając starsze materiały. Wiedząc to mam do tego człowieka większe zaufanie niż do jakiegoś podpisanego inicjałami, anonimowego autora na portalu branżowym, gdzie nie wiem czy tekst jest sponsorowany bez oznaczenia, czy zupełnym przypadkiem pojawia się tam nazwa jakiegoś produktu. My blogerzy musimy wykorzystywać fakt, że łatwiej nam jest zdobyć zaufanie. Nie marnujmy tej szansy i nie rozmieniajmy tego na drobne pisząc „ten produkt jest świetny, kup go” tylko po to, by zarobić na prowizji.

M: Myślę, że najważniejsze myśli udało nam się w naszej rozmowie zawrzeć Krzysztofie.

K: Myślę, że tak. Jeśli macie do mnie jakiekolwiek pytania zadawajcie je w komentarzach pod wpisem. Na każde na pewno odpowiem. Znajdziecie mnie m.in. na blogu http://zarabianie-na-blogu.pl/