OD ZERA DO BOHATERA – krótka refleksja

JA fajnie2CC5BCeC59BciC485gnC485C582eC59Bastozdjecie... - OD ZERA DO BOHATERA - krótka refleksja

Mateusza widziałem po raz pierwszy na Social Media Czwartku w Olsztynie (organizowana w każdym mieście, cykliczna i otwarta dla wszystkich impreza poświęcona marketingowi). Uznałem, że wie o czym mówi i robi to z sensem, więc zaprosiłem go do nagrania, a on postanowił owe zaproszenie przyjąć. Od tamtej pory obserwuję jego rozwój mimochodem od dłuższego czasu. Co prawda nie chadzam mu za plecami patrząc gdzie pija kawę i jak spędza czas, ale widzę aktywność w social mediach (zwłaszcza linked in). Pewnego dnia wyświetlił mi się na newsfeedzie (patrz niżej) i uznałem, że muszę się podzielić z wami paroma spostrzeżeniami jakie ów news w mojej głowie uruchomił.

1 - OD ZERA DO BOHATERA - krótka refleksja
Mateusz sam wykreował się na specjalistę ds. social media. Nie ociosała go żadna firma, która szukała akurat osoby na takie stanowisko dając wikt, opierunek i szkolenie. To Mateusz dostrzegł okazję i wykorzystuje ją aktualnie w stu procentach. Opowiadał o tym w nagraniu, który odsłuchasz poniżej:
podcastzmpaszkiewicz - OD ZERA DO BOHATERA - krótka refleksja

 

Stanowi dla mnie żywy dowód na to, że przewidując trendy i stając się specjalistą zanim pojawi się na to zapotrzebowanie MOŻNA WYKREOWAĆ SOBIE STOŁEK NA NIE ISTNIEJĄCYM JESZCZE STANOWISKU. Mateusz stał się niekwestionowanym specjalistą od Snapchata. Dało mi to na tyle do myślenia, że postanowiłem zadać sobie parę niewygodnych pytań. Pytań, które mają na celu terapię szokową pozwalającą wyjść ze strefy komfortu i zyskać mi bardziej konkretną tożsamość jako bloger. W tej chwili blog jest zbiorem wiedzy mojej i moich gości z przeróżnych obszarów, które nie wydaje się mieć silnego motywu przewodniego. Cały czas mam plan i konsekwentnie go realizuje (po prostu kliknij w obrazek poniżej), ale stojąc w miejscu i będąc ślepy na rzeczywistość cofamy się.

 

JPZplan - OD ZERA DO BOHATERA - krótka refleksja

 

Już tłumaczę co to za pytania i do jakich wniosków prowadzą:

Czy śledziłbym własnego bloga? Prawdopodobnie … zaglądałbym do niego tylko od czasu do czasu. Nie sposób do mnie wracać codziennie, bo konsumpcja tak rozbudowanych i długi treści jest niewygodna i zwyczajnie nieżyciowa. Zdałem sobie sprawę, że treści, które dostarczam nie są też na tyle angażujące, by wracano do mnie z wypiekami na twarzy. Zidentyfikowałem problem i przystąpiłem do burzy mózgu co do zmiany tego stanu. Jest pomysł, który polegać będzie na większym odsłonięciu kawałka swojego życia zawodowego. Dzielenie się zarobkami, metodami pracy i tego jak wygląda mój dzień pracy. Lżejsze i dotykające sfery prywatnej kwestie. Chwalebny powrót do internetowych pamiętniczków zamiast wykładów bez rezygnacji z tych cięższych.- Co robię inaczej niż inni co zasługiwałoby na uwagę? Prawdopodobnie … niewiele. Podcasty nie są niczym nowym i zaczynają się popularyzować. Kanał na You Tube dopiero zaczął żyć, więc czuję jakbym witał się z rokiem 2013 (lepiej jednak późno niż później). Zdjęcia ze stocków jak każdy inny. Mógłbym tak długo i brakuje mi wyraźnego wyróżnika.

Czy ludzie skojarzyliby mnie na ulicy? Prawdopodobnie nie. Nie dlatego uruchomiłem format video, ale bez wątpienia pomoże w budowie marki osobistej i zakorzenianiu się w głowach innych osób. Kanał ma służyć docelowo do wrzucania krótkich treści i wylewania tych myśli, których jest za mało na pełnoprawny wpis na blog. Będzie też bardziej newsowo (nie znalazłem odpowiednika w polskim języku, więc przepraszam językowych purystów).
Czy zasłużyłem na miano nazwy bloga? To akurat bardzo ciekawe pytanie i przy nim zatrzymamy się na dłużej. Zdałem sobie sprawę, że tak skupiłem się na aktualnych obowiązkach, że wpadłem w rytm dnia w którym nie mieszą się inne projekty. Przestałem wypatrywać jakichkolwiek okazji biznesowych. To tak jakbym miał klapki na oczach, a przecież przedsiębiorczość, podobnie jak każdą inną umiejętność, należy regularnie ćwiczyć. Co prawda jest to uzasadnione chęcią jak najszybszej spłaty pewnych zobowiązań (jestem już tak blisko …), aby uwolnić część środków finansowych, ale nie zmienia to faktu, że osoba z zewnątrz nie ma powodu, by mi zaufać. Ot, jakiś gość (bo znany to ja nie jestem) pisze o zarabianiu, ale w sposób maksymalnie teoretyczny i często opierając się na wiedzy zapraszanych gości. Rozumiem ten brak zaufania, więc muszę wykorzystać w pełni swój „mięsień biznesowy” do projektu, który zakłada znajdowanie DROBNYCH okazji biznesowych, testowanie ich i dzielenie się przemyśleniami z czytelnikami na bieżąco. Marzy mi się też cykl w którym rozmnażam krok po kroku pojedynczą złotówkę szczegółowo dzieląc się kolejnymi krokami.
Potrzebuję jednak dokończyć wcześniej kilka pozostałych projektów, aby wygospodarować na to czas, a w tak zwanym międzyczasie łamię sobie głowę nad pierwszymi okazjami. Fajne? Pewnie, że fajne. Trudne? Jak cholera. Chcę jednak zdjąć klapki z oczu i zasłużyć sobie na nazwę bloga oraz zdobyć zaufanie / zainteresowanie czytelników.
Czy mój prywatny profil na FB jest ciekawy (o ten TUTAJ)? Nie, wręcz wieje nudą. Chcę ten stan rzeczy zmienić i prowadzić w nim swoistego codziennego mini-bloga. Opisywać moje działania związane z blogiem, moją karierą i moimi „okazjami”.
Czy mój newsletter jest ciekawy? Jestem pewien jednego – okrutnie go zaniedbałem. Staram się to zmienić w taki sposób, żeby dostarczać śledzącym go osobom dostęp do unikalnej zawartości i bez kuszenia jakimś takim prościutkim i napisanym na kolanie e-bookiem w zamian za zapisanie. Generalnie staram się ich rozpieszczać, bo chcę mieć ich tutaj jak najwięcej ze względu na zasięgi social media. Podoba mi się także ta intymność jaka cechuje newsletter.
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo przemyślałem to już dokładnie i jestem gotów dostarczyć powyższe deklaracje. Jest jeden haczyk – nie odważę się podać dokładnego terminu. Podobnej rzeczy zrobiłem przy deklaracji noworocznej na rok 2015 (KLIK), a ten kto mnie śledzi ten wie, że prędzej czy później „dostarczam”. Sugeruję zadać sobie podobne do powyższych pytania samodzielnie. Mogą (i będą) boleć, ale otwierają oczy.
Ps. Nie zdradziłem wszystkiego. Nie chcę wysypywać się ze wszystkiego naraz 🙂