PERSONAL BRANDING / MARKA OSOBISTA

personal brand 1 - PERSONAL BRANDING / MARKA OSOBISTA

Każdy na swój sposób sam definiuje, kim jest dla niego profesjonalista. Na pewno też do tego miana aspiruje, ale nie każdy jest na dobrej drodze. O tym zaś, że warto, nikogo przekonywać nie trzeba, bo pewnym jest, że profesjonalista w swoim fachu zarabia więcej niż osoba przeciętna. Ten wpis ma na celu zaszczepienie w was świadomości dążenia do osiągnięcia tego statusu. Nie ukrywam, że w dużej mierze powstał dzięki inspiracji dwóch książek:

 

„Efekt Tygrysa”, Maciej Dutko – pozycja poświęcona tematyce personal brandingu, czyli tworzeniu marki osobistej. Autor przytacza swoje dokonania, wskazuje jak krok po kroku podnosić swoją wartość w oczach innych. W tych 150 stronach zmieścił nadzwyczaj sporo, więc nawet osoba już świadoma potrzeby budowy własnej marki ma szansę odkryć coś nowego. Nie należy jej traktować jako biblii tej tematyki, ale raczej znakomity wstęp.

 

Sabotaż w dziale obsługi klienta” Grzegorz Sikorski – satyra, która pokazuje jak skutecznie zniechęcać do siebie klientów. Z życia wzięte, więc lektura wielokrotnie sprawiała, że przypominały mi się sytuacje, w których traktowano mnie jak intruza. Polecam wszystkim sprzedawcom, kasjerom, sekretarkom. Na pewno odnajdziecie tam siebie i zrozumiecie, jak wasze zachowanie jest odbierane przez osoby trzecie.

PROFESJONALISTA, MOIM ZDANIEM:

– Mówiąc ci, że zadzwoni we wskazanym terminie, faktycznie to zrobi, a ty nie jesteś zaskoczony/a.

– Jeśli powie, że przelew został wysłany, to znaczy, że został wysłany i jest w stanie przesłać ci potwierdzenie. Nie robisz tego jednak, bo wiesz, że możesz mu zaufać.

– Przekaże ci swoją wizytówkę, która nie zawiera błędów, ani zmienionych na niej ręcznie danych, jak np. email [bo w drukarni się pomylili i szkoda mu zamówić kolejnej partii]

– Nie znajdziesz w sieci zdjęć z zakrapianych imprez, w jakich brał udział, ani żadnych innych kompromitujących „haków” na jego osobę.

– Nie opuszczają go klienci, a nowych zyskuje za sprawą poleceń obecnych.

– Kończy to, czego się podjął, a zamykając projekt informuje o tym, zamiast po prostu znikać.

– Jeśli czegoś nie wie, bądź też nie jest pewien poinformuje cię o tym, a następnie sam się skontaktuje, aby odpowiedzieć na twoje pytanie.

– Nigdy nie podejmuje decyzji dotyczących klienta biorąc pod uwagę tylko własne korzyści.

– Potrafi przeprowadzić cię przez cały proces od A do Z tak, że wszystko co mówi i robi jest dla ciebie zrozumiałe.

– Nie będzie próbował przerzucać winy na osoby trzecie, ale przyjmie wszelką krytykę informując, że naprawa tej sytuacji będzie jego priorytetem.

CZY JESTEM PROFESJONALISTĄ?:

Możliwe, że pojedyncze osoby mogą tak o mnie myśleć (i wiem, że tak jest), ale w mojej osobistej ocenie wciąż daleko mi do narzuconego sobie ideału. Ale wciąż dążę do tego i sama potrzeba to już połowa sukcesu. W rzeczywistości praca nad marką osobistą nigdy się nie kończy, bo bardzo łatwo stracić twarz. Stale należy się pilnować, aby nie złamać zasad. Przykład? Przypadek blogerki, która podzieliła się z fanami informacją, że skradziono jej telefon, a w rzeczywistości całość okazała się być częścią akcji komercyjnej. Opisał to świetnie Paweł Tkaczyk na swoim blogu. Na tym etapie jestem świadom tego, jak istotny jest dla zarabiania pieniędzy wizerunek. Stale pracuję nad poprawą obszarów zidentyfikowanych jako nieprofesjonalne. Postanowiłem wyjść z cienia i rozpocząć skuteczną promocję swojej osoby, a jednym z kanałów przekazu jest właśnie ten blog.

Ponadto udało mi się przełamać w kwestii pobierania płatności za swój czas. Na olsztyńskim rynku finansowym, gdzie klienci przyzwyczajeni byli do darmowych usług (doradcom płacił bank za podpisaną umowę) wyszedłem z założenia, że „jaka cena (darmowa) taka jakość obsługi (niska)”. Otrzymując wynagrodzenie od klienta nie kieruję się ponadto wysokością mojej prowizji, co jest niestety nagminne.

Nie boję się używać swojego wizerunku. Na potrzeby BPI Consulting stałem się w pełni transparentny. Nie ukrywam się za pseudonimem, telefonem służbowym (łączę prywatny ze służbowym), informuję jak się nazywam i pokazuję swoje zdjęcie. Ma to związek z rynkiem oddłużeniowym, ale na ten temat nagrałem stosowny podcast. Celowo zdobywam zaufanie odkrywając swoją osobę, aby potencjalny klient wiedział, że nie mam nic do ukrycia i że moim zamiarem, jakkolwiek brutalnie to zabrzmi, nie jest wyłudzenie jego pieniędzy.

SPÓJRZ NA SIEBIE:

Wpisz swoje imię i nazwisko do wyszukiwarki. Zobaczysz to wszystko co każda inna osoba, która z jakiegoś powodu chciałaby wyszukać o tobie w sieci. Może to być dla przykładu osoba rekrutująca. Możesz więc przedstawiać się jak chcesz, ale jeśli zostawiasz ślady w sieci trudno będzie ci się ich pozbyć. Powiedz mi również, czy masz już swój profil w następujących serwisach i dlaczego błędnie uważasz, że musisz być wszędzie?

Goldenline: najbardziej znany polski serwis dla osób skupionych na karierze zawodowej (jako ciekawostkę dodam, że wyrósł z Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości). Niezależnie od tego, czy planujemy karierę na etacie, czy w głowie nam raczej własna firma, powinniśmy tu być. Powinno nam zależeć na byciu osobą znaną i w zasadzie wszędzie powinno być nas pełno (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). W planach mam wpis, który opowie na ten temat nieco więcej.

Linked In: ten serwis jest zdecydowanie przeznaczony dla profesjonalistów w pełnym tego słowa znaczeniu. Jest to obowiązkowe miejsce dla tych, którzy z jakiegoś powodu zawodowo będą sprawdzani przez zagranicznych headhunterów. Posiadanie stale aktualizowanego konta w Linked In mówi o tobie, że jesteś osobą świadomą tego dlaczego się tu znalazła.

About Me: taką stronę powinni posiadać influencerzy. Podsumuje ona wszystkie ich kanały społecznościowe i projekty. Przyda się także freelancerom, bo tu mogą zamieszczać swoje portfolio. Można również, wzorem niektórych osób, dodać sobie w sygnaturę emaila.

Profeo: na pierwszy rzut oka trudno odróżnić ten serwis od Goldenline i Linked In, ale diabeł tkwi w szczegółach. Samodzielnie odpowiedz sobie na pytanie, czy warto poświęcić czas na rejestrację.

Facebook: tego wam wyjaśniać nie będę, ale powiem jak traktuję swoje prywatne konto. Otóż służy mi ono do śledzenia interesujących mnie stron, korzystania z grup (ich spis widoczny jest po lewej), kontaktu ze znajomymi i kreowania swojego wizerunku (zajrzyjcie, a zrozumiecie). Mój newsfeed uwzględnia wyłącznie interesujące mnie strony i znajomych, albo osoby obserwowane, których treściami jestem zainteresowany (np. wtrącenia biznesowe Przemysława Pająka, albo blogowe Macieja Budzicha). Osoby dzielące się szczegółami życia prywatnego (zdjęcia dzieci, zdjęcia z wakacji) automatycznie usuwam z obserwowanych. Zdjęcia widoczne na moim profilu są wyselekcjonowane, unikam kontrowersyjności i wulgarnego języka, a wreszcie dbam o to, co pojawia się na moim wallu, jak komentuję i po co to robię. Dla mnie Facebook ma więc nieco inną funkcję.

Twitter: dużo czasu minęło, zanim polubiłem się z tym kanałem. Założyłem swoje konto (znajdziesz je tutaj), ale długi czas było nieaktywne. Aktualnie z racji tego, że zależy mi na gromadzeniu wokół siebie społeczności w taki sposób, aby nie trzymać wszystkiego w jednym koszyku, postanowiłem być bardziej aktywnym. Okazuje się, że Twitter to nie miejsce do wrzucania linków do swoich materiałów, ani kontaktu ze znajomymi, ale bardziej śledzenia aktywności osób uchodzących za publiczne. Twitter, w przeciwieństwie do FB, nie wpływa na wyświetlane treści i pokazuje WSZYSTKO co jest udostępniane przez osoby, które obserwujemy. O tym jak ujarzmić to narzędzie komunikacji opowiada Hattu.

Google+: specyficzne narzędzie. Pierwotny zamiar zakładał stworzenie serwisu społecznościowego konkurencyjnego dla Facebooka, ale użytkownicy korzystają z tego do promowania własnych aktywności. Ułatwia to fakt, że główna tablica nie jest zdominowana przez naszych znajomych, treści docierają więc do zainteresowanych dużo skuteczniej. Jest to więc narzędzie raczej dla influencerów zainteresowanych promocją swoich aktywności. Mój profil możecie śledzić tutaj.

DOKUMENTUJ OSIĄGNIĘCIA:

Wszelkie sukcesy koniecznie dokumentuj. Jeśli klient jest zadowolony z twoich usług, poproś go o opinię. Celowo unikam słowa referencja, bo swoim klientom zawsze powtarzam, że mogą śmiało punktować również moje gorsze strony. Zależy mi na tym, aby były wiarygodne, a pomaga w tym pieczątka firmowa (gdy osoba prowadzi działalność gospodarczą) i podpis. Z doświadczenia mogę powiedzieć, iż bardzo szybko zaczęły procentować. Otrzymanie ich to niełatwa sprawa, ale nie dlatego, że trzeba się o nie postarać, bo to oczywiste, ale dlatego, że klienci / przełożeni strasznie się z tym (z mojego osobistego doświadczenia) ociągają. Do dziś czekam na kilka z nich 🙂

KWESTIE PŁATNOŚCI, KOSZTÓW I WYNAGRODZENIA:

Rakiem polskiego biznesu są opóźnienia w płatnościach faktur i zatory płatnicze. Następuje efekt domina, który wynika z faktu, że jeśli jedna osoba w łańcuchu nie dokona płatności, może wpłynąć na cudzy cash flow. Chciałbym, aby przyczyna tego była prosta i mógłbym po prostu wściekać się, myśląc, z jaką to nieuczciwą osobą współpracuję. Niestety – często kontrahenta dotykają problemy losowe, albo on sam zmaga się z próbą wyegzekwowania należności od swojego klienta. Przyczyna rzadko kiedy jest więc czarno-biała i raczej nie wynika ze złej woli drugiej strony. Później, gdy czekam na swoje pieniądze, a mam własne wydatki, wtedy to ja świecę oczami. Na pewnym etapie powiedziałem sobie, że dość tłumaczenia się i czas wprowadzić dwie zasady. Nie zawsze nadarzy się okazja do ich utrzymania, ale odstępstwo ma być wyjątkiem od reguły. Chcesz być profesjonalistą? A więc …

1] … PŁAĆ Z GÓRY

– Widzisz czarno na białym faktyczny stan konta

– Budujesz lepsze relacje z kontrahentami i podnosisz swoją pozycję negocjacyjną (zależy im na sprawdzonych partnerach)

– Uzdrawiasz polską kulturę płatności

– Masz to z głowy 🙂

Kiedy zadzwonił do mnie przedstawiciel w sprawie pozycjonowania mojej firmy i opowiedział o swoim rozwiązaniu byłem na tak. Odmówiłem jednak z propozycji skorzystania, a także rozbicia płatności na raty i obiecałem, że wrócimy do tematu, gdy będziemy mogli pozwolić sobie na jednorazowy przelew. Jakkolwiek spodziewałem się wpływów i pozycjonowanie mogłoby zacząć już na siebie zarabiać o tyle stwierdziłem, że muszę być stanowczy. Jeśli z jakiegoś powodu nie otrzymałbym jednak wspomnianego wpływu padłbym ofiarą zatoru płatniczego obiecując przemiłemu przedstawicielowi, że pieniądze chętnie przeleję, ALE (dodaj sobie jeden z niezliczonych powodów). Stąd właśnie …

2] … WYNAGRODZENIE Z GÓRY, ALBO ZNACZNA ZALICZKA

Koniecznie przeczytaj o sytuacji w jakiej znalazł się Marcin Kosedowski. W dużym skrócie dla tych, którzy nie mają czasu, bądź chęci, aby zapoznać się z całością (niemniej nalegam, bo otwiera oczy): wydawnictwo nie zapłaciło honorarium w dużym uproszczeniu w kwocie 27 tysięcy złotych. Myślicie, że zlecenie windykacji komorniczej załatwi sprawę? Nie w tym przypadku. Po pierwsze – wierzyciel musi wyłożyć pieniądze (tak właśnie, aby odzyskać swoje), po drugie – ma do czynienia z przedsiębiorcą świadomym swych praw. Ukryty za spółkami, dla wymiaru sprawiedliwości jest nie do ruszenia. Po lekturze wpisu nie miałem wątpliwości, że moja decyzja o pobieraniu całego wynagrodzenia z góry jest słuszna. Po raz pierwszy zastosowałem ją, gdy zgłosiła się do mnie agencja z propozycją współpracy. Zapytany o warunki odpisałem między innymi, iż całość pobieram z góry. Minął miesiąc i nie mam odzewu 🙂 Oczywiście możliwe, że znaleźli innego partnera, a płatność nie ma tutaj nic do rzeczy. Niemniej oszczędzam sobie w ten sposób nerwów i zapłaconego „na pusto” podatku dochodowego, a druga firma nie generowałaby mną nieistniejących kosztów. Gdyby odpowiedź brzmiałaby, że zapłacono by mi po wszystkim – odmówiłbym. Nie życzę sobie, aby przerzucać na mnie ryzyka za kontrahentów z którymi ja nie mam nic wspólnego. Nie obchodzi mnie fakt, że firma zapłaci wam za obsługę za X miesięcy, a moje wynagrodzenie wpłynie z chwilą, gdy wy takowe otrzymacie.

Dlatego bardzo spodobało mi się podejście Michała Szafrańskiego, który postawił wszystkim jasne warunki [link do źródła]

Powiedzmy sobie wprost: jeśli nie zmienimy kultury płatności, w Polsce może być źle. Ja przestaję się na to godzić i liczę, że zmienię przynajmniej najbliższe otoczenie. Jeśli usłyszę, że woli zapłacić po fakcie – podziękuję i grzecznie odmówię, albo w ostateczności jako warunek postawię wpłatę minimum połowy płatności. Jeśli upiera się przy swoim, zaczynam nabierać podejrzeń, że mam do czynienia z osobą źle zarządzająca stanem swoich finansów. Nie chcę, aby swoją niedbałością obarczała również i mnie.

CZY POSIADASZ WŁASNY BLOG?

Najpierw odpowiedz sobie na pytanie czy zakładanie bloga ma dzisiaj sens. Otóż ma, ale jaki dla ciebie? Jako profesjonalista wykorzystuj blog jako trampolinę do zdobycia rozpoznawalności. Popularność otwiera wiele drzwi. Szukając grafika najpierw szukam w głowie osób, które znam. Gdybym był czytelnikiem grafika, który prowadzi blog i regularnie publikuje swoje portfolio. zaufałbym mu. Nie jest osobą znikąd – wiem, że zawsze mogę znaleźć go na blogu. Do dobrych przykładów należy „Zuch rysuje„.

DLACZEGO ZŁE ZACHOWANIA ODBIJĄ SIĘ CZKAWKĄ PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ?

Profesjonalista nigdy sobie na to nie pozwoli, bo wie, że złe sytuacje i oszustwa prędzej czy później odbiją mu się czkawką w najmniej oczekiwanym momencie. Nie potrafię zrozumieć, jak podstawowym modelem biznesowym może być oszustwo. Życie ze świadomością, że ktoś może zapukać (albo nawet nie zapuka, bo wejdzie z drzwiami) jest koszmarem. Nawet jeśli zechcesz się zrehabilitować i zmienić, to przeszłość może cię dopaść. Mówię to dlatego, że „moja” branża oddłużeniowa jest szczególnie narażona na takie zachowania i z przyjemnością informuję swoich klientów, dlaczego nie powinni obawiać się konsekwencji i wszystkie tego rodzaju zachowania zgłaszać organom ścigania. Staram się więc dbać o porządek na własnym podwórku. Nie musiałbym jednak tego robić, gdyby nie bierność ofiar.

JAKIE ZACHOWANIA SĄ POŻĄDANE?

– Dbanie o aktualnych klientów – pamiętaj o nich, ale po ludzku. Nigdy nie przekonywały mnie np. życzenia świąteczne. Dobra relacja polega na tym, iż faktycznie interesują mnie losy tej osoby i sam z siebie zadzwonię z pytaniem czy np. dana transakcja doszła do skutku. Rozmowa pokroju „co u pana?” i odpowiedzi typu „a dobrze” nie świadczą o dobrych relacjach. Prędzej o tym, że jest ona powierzchowna i druga osoba nie chce się przed nami w pełni otworzyć, bo nie czuje się swobodnie, albo nie traktuje nas jako godnych zaufania.

– Informuj jasno o kolejnych etapach współpracy. Lubię konkretne terminy i wywiązywanie się z nich. Jeśli dzwoni do ciebie klient z pytaniem co i jak to znaczy, że coś robisz źle.

– Powiadom osobę zainteresowaną, nawet jeśli jesteś na nie (nie zostawiaj nikogo z brakiem odpowiedzi na maila z propozycją współpracy).

– Odpowiadaj na każdego maila do kilku dni i sprawdź go przed wysyłką (czy nadawca się zgadza, treść wiadomości nie zawiera błędów oraz zadbałeś o jego estetykę).

– Oddzwaniaj na telefony, albo odeślij smsa z potencjalnym terminem kontaktu.

– Szanuj swoich klientów również poza formalnym spotkaniem (np. używasz zwrotu pan / pani rozmawiając o kliencie z osobami trzecimi, zachowujesz szczegóły o niekomfortowej sytuacji klienta dla siebie).

– Miej spokój ducha i opanowanie. Bardzo cenię sobie fakt, że taka osoba nawet w sytuacjach krytycznych nie poddaje się negatywnym emocjom, a zamiast rozpaczać – szuka rozwiązania.

– Dbaj o etykę swojej pracy. Jednym z przykładów nagminnie łamanej zasady jest wysyłanie mailingu do osób niezapisanych na nasz newsletter. Jeśli sami takowy wysyłacie zapoznajcie się z tym, czy wasz newsletter jest legalny, a także wybierajcie takie rozwiązania, w których kosztem klienta zyskujemy większą korzyść osobistą.

O CO WARTO ZADBAĆ?:

– Nawiązuj nowe kontakty, ale nie pozwól, aby stare nadgryzł ząb czasu. W tym celu bierz udział w konferencjach, spotkaniach networkingowych i po prostu korzystaj z nadarzających się okazji. Ja, dla przykładu, każdym podcastem / wywiadem poszerzam grono swoich „biznesowych” znajomych. Nie zdziw się jeśli po wspólnym nagraniu i spędzeniu ze sobą na Skype ostatniej godziny znajdziesz moje zaproszenie na Facebooku 🙂

– Na swój sposób naszą markę osobistą mogą podnosić wpisy gościnne, wpisy w serwisach / czasopismach branżowych, albo wydany własnym nakładem ebook lub książka.

– Kontakt z mediami. Uprzedź ich zawczasu, że chętnie zabierzesz głos w określonej dziedzinie. Zwróć uwagę, co działo się przy okazji „afery frankowej”. Dziennikarze dosłownie zalewali Michała Szafrańskiego o komentarz w tej sprawie, a on konsekwentnie odrzucał zaproszenia do radia i telewizji. Potrzebując szybkiego komentarza, cenią sobie fakt posiadania „w zapasie” grona ekspertów. Bądź jednym z nich.