RECENZJA KSIĄŻKI 4 GODZINNY TYDZIEŃ PRACY

4 300x300 - RECENZJA KSIĄŻKI 4 GODZINNY TYDZIEŃ PRACY

Jeśli ktoś widzi mnie z książką w rękach, w 90% przypadków może być pewien, że nie jest to belterystyka. Oszalałem bowiem na punkcie książek poświęconych rozwojowi osobistemu. Uważam, że zawarta w nich wiedza pozwala nie tylko stać się lepszym człowiekiem, ale również zaoszczędzić całe lata na samodzielnym dochodzeniu do prawd w nich zawartych. Wszystkim, co przeczytałem, dzielę się na ogół w krótkich spostrzeżeniach w sklepiku z książkami biznesowymi. Dlaczego więc książka Tima Ferrissa „4 godzinny tydzień pracy” zasłużyła sobie na odrębny wpis? Powiem może w ten sposób – żadna książka, a mam ich za sobą sporo, nie odcisnęła tak bezpośredniego piętna na sposobie mojego myślenia. Może dlatego, że w istocie jest to zbiór najciekawszych prawd z czterech innych książek (autor wymienia je jako kluczowe) i wszystko co tutaj opisuje trafiło do mnie natychmiast.

O CZYM JEST TA KSIĄŻKA:

Faktycznie traktuje o tym jak stopniowo (to ważne słowo) zmniejszać ilość swojej pracy. Osiągnięcie stanu czterech godzin w tygodniu nie jest wartością uniwersalną i spełnia raczej funkcję marketingową (aczkolwiek autorowi się udało). Można uznać, że u nikogo więcej to nie zadziała, ale wydanie rozszerzone jest przeplatane przykładami czytelników, którzy zainspirowani lekturą wdrażali z sukcesem owe zalecenia w życie.

Pierwsze rozdziały poświęcone są temu, jak wyglądało życie autora i co było genezą zmiany. Nie zdradzę wiele jeśli powiem, że harował od świtu do nocy. Dosłownie, bo sprzedawał produkt na całym świecie i zmuszony był obsługiwać różne strefy czasowe. Krytykuje popularne podejście, jakim jest ciężka praca przed kilkadziesiąt lat, aby w wieku emerytalnym (o ile go dożyjemy) udać się na wieczne wakacje – pod warunkiem, że będziemy mieli jeszcze na to siły. Wypomina dążenie do dużych kwot (przysłowiowy milion złotych) i pokazuje, że nie trzeba wcale wiele, aby żyć na wysokim poziomie. Słusznie punktuje system pracy od 8 do 16, który premiuje umiejętność markowania pracy, bo trudno zachować efektywność dzień w dzień w tych samych godzinach (albo kończąc swoje obowiązki szybciej, bo sprawniej, szef mógłby uznać, że się obijamy). Przede wszystkim tłumaczy, że odkładamy coś na kiedyś, a przecież każdy dzień powinien być dla nas „momentem wypłaty” zamiast wiecznego czekania na weekend. Oczywiście narzekać może każdy, nie podając żadnego rozwiązania, ale tu właśnie objawia się piękno tej książki, bo autor potrafił dokonać diametralnych zmian.

Pozwolę sobie zdradzić nieco z tych tajemnic. Wiele miejsca poświęca zasadzie pareto, która w dużym skrócie polega na tym, że 20% działań generuje 80% efektów. W przypadku Tima 20% klientów generowało 80% jego przychodów. Kiedy zdał sobie sprawę z tego faktu rozstał się z większością odzyskując na starcie dużo czasu wolnego. Przestał wykonywać czynności, które w jego ocenie stały się zbyteczne (słynne przekładanie dokumentów z miejsca na miejsce), a skupił się tylko na tych, które przynosiły dochód. Przytacza przykład tego, że jeśli dać człowiekowi tydzień na wykonanie danej pracy, wykona ją na styk. Jednak jeśli dać mu dzień pod groźbą konsekwencji, również się wyrobi. Człowiek ma tendencję do przeplatania swoich obowiązków innych czynnościami na czele z biurowymi plotkami, a także spędzaniem mnóstwa czasu na dojazdach do pracy. I tak dalej.

Dlatego lwią część książki poświęcił pracy zdalnej, która nie w każdym wypadku będzie oczywiście możliwa (patrz np. sprzedawca w sklepie). Udowadnia, że biuro w dobie internetu to w dużej części wypadków przestarzała instytucja wysysająca tylko energię, czas i pieniądze wszystkich. Dużo czasu poświęcił automatyzacji biznesu internetowego oraz tego, jak jako właściciel możemy wykluczyć się ze wszystkich procesów. Analogicznie sporo tutaj delegowania pracy, np. jak sugeruje autor do Indii, co dla większości czytelników będzie na pewno nierealne i traktowane będzie jako ciekawostka (chociaż na upartego można iść tym tropem i zlecać część prac). Ferriss chce sprawić, abyś dążył do pracy zdalnej z dowolnego miejsca na ziemi oraz korzystał z tak zwanych mini-emerytur. Wydanie rozszerzone okraszone jest mnóstwem dodatkowej zawartości – od najlepszych wpisów z bloga autora, po książki, które jego zdaniem uzupełnią poruszone przez niego tematy. Do części z tych rzeczy zaczynałem dochodzić samodzielnie, ale miło było dostać książkę z gotowymi odpowiedziami.

PODSUMOWANIE:

Polecam tym, którzy zmęczeni są życiem jakie prowadzą, zapominają o tym, aby się nim cieszyć, albo po prostu chcą nauczyć się lepiej zarządzać swoim czasem. O tym, jak niektóre z tekstów do mnie trafiły, może świadczyć fakt, że do wybranych rozdziałów stale powracam. Ostrzegam, że dla dużej części czytelników idee tam zawarte dla większości będą niemożliwe do zrealizowania, ale wykorzystać można przynajmniej jeden, dwa pomysły tam zawarte, które są z kolei w zasięgu ręki każdego. Ostrzegam jednak, że nie trafi do absolutnie każdego – najczęstszym zarzutem, który się pojawia, jest trudność zastosowania w polskich realiach. Gorąco polecam lekturę pozostałych recenzji zawartych tutaj.