WYWIAD Z AUTORKĄ BLOGA „BIZNESOWE INFO”

Agnieszka Skupieńska Biznesowe Info - WYWIAD Z AUTORKĄ BLOGA "BIZNESOWE INFO"Agnieszka Skupieńska prowadzi jeden z większych w Polsce blogów poświęconych przedsiębiorczości. Od 6 lat jej głównym źródłem dochodu jest pisanie tekstów na zlecenie. Z sukcesami zarabia na Google Adsense, wydała własną książkę, regularnie chwali się dochodami z afiliacji. Słowem – jest wzorem do naśladowania. Było więc tylko kwestią czasu, aż pojawi się tu z nią wywiad. Oto i on.

MateuszPrzedstaw się, proszę, czytelnikom.

Agnieszka: Jestem freelancerką, od pięciu lat zajmuję się głównie pisaniem tekstów na zlecenie. Ponadto prowadzę dwa blogi, na których zarabiam – o napojach oraz o pracy w domu. Na tym drugim blogu, czyli BiznesoweInfo.pl dzielę się swoimi doświadczeniami związanymi z pracą na swoim, prowadzeniem firmy, ale też zarabianiem przez Internet i prowadzeniem blogów.

M: Sporo tego, więc skupmy się na razie na freelancingu. Z moich obserwacji na twojej grupie, po liczbie zapytań w wyszukiwarkach i popularności innego mojego wywiadu z zawodowym freelancerem wynika, że ów temat rozpala wyobraźnię. Praca z dowolnego miejsca na ziemi, w twoim przypadku pisanie. Wygląda wspaniale. Jak wyglądały twoje początki w tym segmencie?

A: Na początku dorabiałam prostymi zleceniami do pracy na etacie. Nie było tego dużo, ale z czasem zlecenia były coraz bardziej ambitne. Po kilku miesiącach takiego dorabiania okazało się, że firma, w której pracowałam (sklep internetowy) zakończyła swoją działalność i zostałam bez pracy. Zaczęłam szukać pracy i jednocześnie przyjmowałam więcej zleceń, bo miałam więcej czasu. Po miesiącu czy dwóch zorientowałam się, że etat właściwie nie jest mi potrzebny, bo same zlecenia wystarczą, żeby zarobić tyle, ile mogę zarabiać pracując u kogoś. Można więc powiedzieć, że freelancerką zostałam przez przypadek 🙂

M: Jakiego rodzaju zlecenia otrzymujesz? Czy zdarza się, że coś wykracza poza twoją wiedzę, np. klient życzy sobie coś z dziedziny ci nieznanej?

A: Zlecenia trafiają się różne, czasem dotyczą dziedzin, na których dobrze się znam, a niekiedy muszę napisać o czymś, o czym niewiele wiem. Dzięki jednemu ze zleceń dowiedziałam się całkiem sporo o motoryzacji, inne sprawiło, że całkiem nieźle znam się na roletach, bo z klientem, który sprzedaje rolety współpracuję już ze 3 lata 🙂 Pisanie o różnych zagadnieniach rozwija, ale zdarzają się też takie zlecenia, których się nie podejmuję, bo wymagają specjalistycznej wiedzy i doświadczenia, którego nie mam. Jedno z ostatnich, które odrzuciłam, dotyczyło wychowania dzieci – to temat, który jest mi obcy i nie byłabym kompetentnym doradcą dla rodziców.

M: W takim razie jak się zabierasz do researchu? Gdyby ktoś poprosił mnie o pisanie o roletach więcej czasu spędziłbym prawdopodobnie na czytaniu o nich zamiast pisaniu 🙂

A: Najczęściej przy takich specyficznych tematach to klient przesyła materiały, na których powinnam bazować podczas pisania. Ale faktycznie czasem bywa i tak, że research zajmuje znacznie więcej czasu niż pisanie, bo trzeba się przekopac przez jakieś branżowe artykuły specjalistyczne. Dlatego w pracy freelancera tak ważne jest, by nauczyć się odpowiednio wyceniac swoją pracę. Bo co z tego, że samo pisanie tekstu zajmie mi godzinę jeśli muszę spędzić cały dzień na wgryzaniu się w temat? Research też trzeba uwzględnić wyceniając zlecenie.

M: A jak wyceniać takie zlecenie, aby nie zrazić do siebie klienta, a przy tym nie musieć wiązać końca z końcem?

A: Ja zawsze staram się oszacować ile godzin będę musiała poświęcić na napisanie tekstu i research, a potem pomnożyć liczbę godzin razy stawkę godzinową, za którą pracuję. Klientowi podaję ostateczną sumę za tekst i szacunkową długość tekstu. Jeśli to możliwe, unikam wyceniania za 1000 znaków, bo – jak już ustaliliśmy – tekst to nie tylko znaki, ale też wgryzanie się w temat, co niekiedy zajmuje znacznie więcej czasu.

Oczywiście, czasem trafiają się klienci, dla których ta moja wycena jest nie do zaakceptowania, ale tak jest w każdej branży. Są tacy, którzy rozumieją, że żeby zrobić dobre zdjęcie, napisać tekst czy nakręcić nawet króciutki film trzeba poświęcić czasem kilka godzin i że za te godziny trzeba zapłacić, a są tacy, którzy mówią: co to za problem zrobić jedno zdjęcie, przecież to kilka sekund pracy.

M: W książce „Hejtoholik”, której lekturę mam już za sobą, autor wspomina o swojej znajomej pracującej w branży nieruchomości. Podał przykład, gdy jej klient wpadł we wściekłość, gdy w kilka dni znalazła klienta na nieruchomość, którą sprzedawał. Uznał, że ustalona wcześniej prowizja się nie należy (a do niskich nie należała), bo jest niewspółmierna do ilości wykonanej przez nią pracy. Absurd, ale również spotykałem się z podobnymi zarzutami. Tymczasem są to przecież owoce naszej pracy – wypracowane latami kontakty i wiedza, a twoim wypadku umiejętność pisania. Wracając jednak do tematu – jak znajdowałaś swoich pierwszych klientów? 

A: Pierwszych klientów znalazłam na popularnych portalach ze zleceniami – kiedyś był to serwis zlecenia.przez.net, potem sporo zleceń pozyskałam dzięki Oferii, trochę na Allegro, forach internetowych, a ostatnio zaczynam odkrywać potencjał grup na Facebooku. No i z czasem przychodzą też klienci z polecenia. Najważniejsze jest jednak – zwłaszcza na początku – ciągłe monitorowanie serwisów ze zleceniami dla freelancerów.

M: Na pewno podlinkuję do twojego artykułu z bloga ze spisem tych miejsc. A skoro już poruszyłem tą kwestię – skąd w ogóle pomysł na prowadzenie bloga o napojach?

A: Kilka lat temu szukałam przepisów na proste drinki w sieci. Na blogach kulinarnych można było znaleźć dosłownie kilka przepisów, a w serwisach z drinkami były przepisy na drinki z trudno dostępnych i drogich likierów. Postanowiłam wypełnić niszę i założyć swój blog z przepisami na takie drinki, koktajle , nalewki, kawy smakowe, które można przygotować w domu, nie mając żadnych specjalnych umiejętności i żadnych drogich składników.

M: I jakie są efekty prowadzenia go po kilku latach?

A: Zależy o co pytasz. Oglądalność jest bardzo dobra – to największy blog z przepisami na drinki w Polsce, co miesiąc odwiedza go 120-150 tysięcy osób. W Sylwestra – tylko jednego dnia – tych wizyt jest tyle, co normalnie przez dwa tygodnie 🙂 Jeśli zaś chodzi o przychody – mogłoby być lepiej. Choć od kilku miesięcy prowadzę sklep internetowy, w którym sprzedaję moją książkę z przepisami na drinki i akcesoria barmańskie i ten sklep stał się dla mnie stałym źródłem dochodu, a klientami są głównie czytelnicy bloga. Ale wszystko to raczej dodatek do „pensji” ze zleceń niż główne źródło dochodów. Być może dlatego, że blog jest też moim dodatkowym zajęciem i nie poświęcam mu tyle czasu, ile poświęcam na realizację zleceń dla klientów.

M: 120-150 tysięcy osób. Zarobki z Google Adsense mogłyby cieszyć oko. Cieszą?

A: Nie, nie bardzo 🙂 Problem w tym, że w tej branży RPM jest strasznie niski, miesięcznie blog zarabia z AdSense jakieś 400-600 zł. Być może gdyby mniej mi zależało, żeby ten blog ładnie wyglądał, a więcej na tym, żeby zarabiać na AdSense to mogłabym zarobić nieco więcej, ale i tak nigdy nie udało mi się osiągnąć lepszego efektu niż jakieś 2,50 zł za 1000 odsłon. Porównując to z innymi stronami, na których mam reklamy AdSense, muszę powiedzieć, że drinki to chyba najgorsza tematyka do zarabiania w programie Google 🙂

M: Czy dziś Google Adsense to więc dobry pomysł na monetyzację strony internetowej?

A: Sama się nad tym zastanawiam od jakiegoś czasu, bo obserwuję, że nawet przy tych samych statystykach odwiedzin i tym samym ułożeniu reklam na moich stronach zarobki z AdSense w ciągu ostatniego roku mocno spadły. Z całą pewnością jednak AdSense to najłatwiejszy sposób na monetyzację – nie trzeba pozyskiwać reklamodawców, nie trzeba podpisywać umów, wystarczy założyć konto w panelu i już można pobierać reklamy. A biorąc pod uwagę fakt, że reklamy AdSense można spotkać na wszystkich dużych serwisach (Onet, Interia, WP), to chyba nie warto z nich całkiem rezygnować. Chyba że można je zastąpić czymś, co przyniesie większy dochód.

M: To może raczej afiliacja, albo współprace z agencjami?

A: Ha, konia z rzędem temu, kto znajdzie program afiliacyjny dla bloga o napojach 🙂 Niestety nie wszystkie blogi można monetyzować w ten sam sposób i to, co sprawdza się w przypadku bloga o tematyce okołofinansowej (np. programy partnerskie kont i lokat na blogu o pieniądzach czy współprace z wieloma markami na blogach lifestylowych) nie zawsze sprawdzi się w przypadku bloga okołokulinarnego.

M: Zarabiasz na afiliacji, freelancingu, google adsense, self-publishingu. Czy masz jeszcze jakieś daleko idące plany odnośnie poszerzenia źródła przychodów? Albo czy gdzieś na horyzoncie majaczy jeszcze jakiś model, który cię intryguje?

A: Jasne, ja mam zawsze dużo pomysłów 🙂 Poza tym, co wymieniłeś, zarabiam od niedawna jeszcze na sprzedaży akcesoriów w swoim sklepie internetowym, ale jedna rzecz, której jeszcze nie robię – ale będę w przyszłości – to własne produkty cyfrowe. Nie wiem jeszcze, czy będzie to e-book, czy kurs online, ale z pewnością postaram się przekazać trochę wiedzy czytelnikom mojego bloga biznesoweinfo.pl na jeden z tych sposobów. No i nie prowadziłam dotąd webinarów, ale to też się zmieni i to jeszcze przed końcem roku 🙂

M: Dziękuję, Agnieszko!