CO ZROBIŁBYM Z WYGRANĄ W TOTKA?

lotto - CO ZROBIŁBYM Z WYGRANĄ W TOTKA?

Mętlik w głowie. Poczucie, że zaraz się obudzisz. Euforia i poczucie, że jesteśmy ustawieni do końca życia. Myślę, że te emocje i właśnie w tej kolejności objawiają się chwilę po tym, gdy dowiadujesz, że to właśnie twój los jest tym szczęśliwym. Najpierw jestem ci winny wyjaśnienia – nigdy w życiu nie grałem w żadną tego rodzaju grę (żadnego wysyłania smsów, wysyłania haseł w krzyżówkach, a tym bardziej lotka) co więcej nigdy w żadną nie zagram. Mam bardzo proste podejście do życia, a mianowicie polegające na tym, że wszystko chcę wypracować sobie samodzielnie. Miałbym nawet problem z przyjęciem spadku, bo byłoby mi zwyczajnie głupio, że otrzymałem coś na co w ogóle nie zapracowałem. Nie wyobrażam siebie kupującego los i pokładanie nadziei w to, że to właśnie on zmieni on moje życie na lepsze. Musiałbym być szaleńcem, bo szansa na wygraną legendarnej szóstki wynosi 1 do prawie 14 milionów. Łatwiej chyba być trafionym przez piorun trzy razy z rzędu niż to, że prowadzący lotka wyczyta akurat właśnie mój los.

 

lotek 1 - CO ZROBIŁBYM Z WYGRANĄ W TOTKA?

 

Osoby, które jednak miały tyle szczęścia (za młodu wpadły do kociołka z gotującymi się czterolistnymi koniczynkami), aby wygrać, mają po odebraniu pieniędzy inny problem. Mianowicie nie potrafią nim zarządzać. Powołując się na dane z internetu co 10 zwycięzca bankrutuje w przeciągu niecałych pięciu lat.

 

jak grać - CO ZROBIŁBYM Z WYGRANĄ W TOTKA?

 

Najbardziej jaskrawym przykładem jaki znam i towarzyszy mi w głowie ilekroć myślę o zwycięzcach w LOTTO jest ten przypadek opisany przez serwis Natemat.pl. Jest całkiem prawdopodobne, że sam te nie byłbym dziś gotowy na zarządzanie takimi sumami – nigdy wszak nimi nie obracałem. Zarządzanie nimi przypominałoby wtedy naukę pływania w zburzonym morzu, gdy dotychczas jedynie pływałem w strefie dziecięcej na basenie. Po prostu przeskok jest zbyt duży i nagły. Pozornie tylko zasady wydają się być takie same, bo liczby są po prostu większe o parę zer. Podejrzewam jednak, że samo utrzymanie ich pierwotnej wartości w czasie jest nie lada wyczynem. Trzymanie ich po prostu na koncie, albo na lokacie nie wchodzi więc w grę, bo każdego roku mój majątek uszczuplałaby inflacja.

 

inflacja - CO ZROBIŁBYM Z WYGRANĄ W TOTKA?

 

Inwestować w nieruchomości? Giełdzie? Dać do zarządzania certyfikowanemu doradcy inwestycyjnemu? Kupić za to ziemię? Zainwestować w biznes? Nagle okazuje się, że pracą samą w sobie stałoby się utrzymanie ich pierwotnej wartości o pomnażaniu już nie mówiąc. Załóżmy, że wygrałem i zapłaciłem podatek od wygranej, a na moim koncie równe 3 miliony złotych. Co wtedy zrobię?

 

1] Nic nie robię – nie ruszam ich przynajmniej przez kilka dni, aby ochłonąć i pozbierać myśli. Nie wpadam w szał zakupów, nie spłacam natychmiast wszystkich posiadanych długów, nie dzwonię do szefa, aby powiedzieć mu, że odchodzę. Oswajam się z faktem, że je mam. Co ważniejsze nie oznajmiam wszystkim, że to właśnie ja jestem człowiekiem, któremu można nadać przydomek czterolistny.

2] Zaczynam szukać w sieci pomysłów na  to co można z tymi pieniędzmi zrobić. Szukam tropu, a nie gotowego rozwiązania. Zbieram najróżniejsze pomysły, aby wyselekcjonować spośród nich te, które mi odpowiadają.

3] Tworzę zarys potencjalnych rozwiązań z rozpisanymi plusami i minusami każdego.

4] Na tym etapie realizowałbym jednocześnie kilka działań:

Otwieram konto dla VIPa w Banku. Nie dlatego, żeby poczuć się lepszym (fart w lotka mnie takim nie czyni), ale ze względu na korzyści. Nie muszę stać w kolejce w banku, gdybym chciał już w nim coś w ten sposób załatwić (chociaż ta branża zmierza nieuchronnie w kierunku bankowości internetowej). Zyskałbym dostęp do osobistego doradcy, który nie jest człowiekiem z łapanki jak w (na oko) 90% instytucjach finansowych. Otrzymałbym jego numer telefonu i mógłbym korzystać bezpłatnie z jego wiedzy. Mógłbym go poprosić o przygotowanie dla mnie planów finansowych związanych z moim majątkiem.

Nie rzucam pracy – budziłoby to pytania rodziny i byłoby oczywiście niemądre sądzić, że do końca życia nie będę musiał parać się pracą. Spłaciłbym wszystkie długi, ale dokładnie sprawdzając np. koszt za wcześniejszą spłatę. Korzyść ze spłaty długów jest większa niż jakakolwiek , nawet najlepsza, lokata. RRSO banku (rzeczywista roczna stopa oprocentowania) wynosi powiedzmy około 10% w skali roku, a lokata przynosi mi w najlepszym wypadku 5% w okresie promocyjnym. Po spłacie długów pozostałą kwotę wpłaciłbym na lokatę lub konto oszczędnościowe. Nie po to, aby na tym zarabiać, bo to już sobie wyjaśniliśmy, ale po to, aby widział tej kwoty na swoim głównym rachunku. Ustawiłbym zlecenie stałe, aby na główny rachunek przelewać kwotę rzędu 1500 złotych. Byłyby to dodatkowe środki obok podstawowej pensji. Suma, która byłaby dla mnie w sam raz, bo odczułbym wzrost standardu życia, ale nie byłoby to szczególnie rozrzutne.

Skorzystałbym prawdopodobnie z usługi mądrzejszych od siebie jeśli chodzi o zarządzanie nieruchomościami – mam na myśli MZURI (artykuł na ich temat znajdziesz tutaj). Zacząłbym od kupna z ich pomocą jednego mieszkania i poświęciłbym się lekturze materiałów na temat wynajmu lub flipu nieruchomościami. Intensywnie zgłębiałbym temat z pomocą swojego dobrego znajomego, a może także jeździł na spotkania temu dedykowane.

Oddałbym część najbliższym, a najmłodszej siostrze wypłacałbym ratalnie przez okres około 5 lat (na czas studiów).

5] Myślę, że zacząłbym szybciej realizować i sprawdzać w praktyce swoje pomysły biznesowe, które wymagałyby niewielkiego nakładu. Przeznaczałbym na nie pewien budżet, ale na pewno nie traktowałbym całej wygranej jako budżetu na rozwinięcie biznesu. Gdyby nie rozwijał się według określonych z góry założeń i przy określonym budżecie to nie paliłbym w nim więcej pieniędzy. Jednocześnie pozostałbym w aktualnej pracy, aby w razie porażki móc nie odczuć, że na szali postawiłem wszystko. Zrobiłbym to jedynie będąc przekonanym o tym, że biznes się rozwija i mój czas mogę spożytkować wydajniej.

Podsumowując – nie wprowadziłoby to OD RAZU lub może nawet WCALE rewolucji do mojego życia. Miałbym po prostu więcej pieniędzy na koncie, a przyśpieszyłbym z projektami biznesowymi, które chodzą mi po głowie. Kiedy się tak nad tym zastanowić to można dojść do wniosku, że zarobienie takich pieniędzy jest prawdziwą sztuką. Pomnażanie ich może nawet jeszcze większą.

 

Co zrobiłyby zaś osoby, które zapytałem o zdanie?

 

mwf - CO ZROBIŁBYM Z WYGRANĄ W TOTKA?MAREK, MAŁA WIELKA FIRMA:

Zacznijmy od tego, że raczej bym nie wygrał w Lotto, bo nigdy nie gram. Wszystko dlatego, że jako student zaliczyłem trzy semestry na Politechnice Wrocławskiej (później przeniosłem się na inną uczelnię). Ciągle dźwięczą mi w uszach słowa jednego z wykładowców: „totolotek to podatek nakładany na tych, którym nie chciało się uczyć matematyki”. Nie pamiętam dokładnie, jakie jest prawdopodobieństwo trafienia szóstki, ale wiem, że na tyle małe, że nie warto zawracać sobie tym głowy. Załóżmy, że jednak zagrałem i wygrałem 3 miliony. Co robię z tą kasą? Po pierwsze zakładam prywatny ZUS, czyli podwyższam emerytury moim rodzicom. Niestety stopa zwrotu z inwestycji w wieloletnią pracę zawodową i wychowanie dzieci okazała się w ich przypadku mocno niezadowalająca. Tak, wiem, o 95% polskich emerytów można powiedzieć to samo, ale z 3 milionami bardziej się nie rozpędzę.
Po drugie przelewam okrągłą sumę na WOŚP albo inną sprawdzoną organizację pomagającą potrzebującym dzieciom.
Po trzecie szukam jakiegoś specjalisty (bo sam się na tym nie znam), który pomógłby mi tak zainwestować te pieniądze, żeby pracowały i zarabiały. We własną firmę ich nie włożę, bo w mojej branży taki jednorazowy zastrzyk finansowy nie przyniósłby raczej na trwałych efektów. Chyba że zdecydowałbym się na realizację jakiegoś zupełnie nowego biznesowego pomysłu.

 

Alicja - CO ZROBIŁBYM Z WYGRANĄ W TOTKA?Alicja, Oszczednicka.pl

Gdybym wygrała 3 000 000 zł w totolotka, to pewnie od razu wybudowalibyśmy dom. Ten pomysł wraca do nas już od jakiegoś czasu, ale ciąża i widmo pierwszych miesięcy z dwójką dzieciaków skutecznie ten plan odsuwa. Nie mamy dużych wymagań, więc zakładam, że 500 000 zł wystarczyłoby nam z nawiązką. Po zaspokojeniu potrzeb konsumpcyjnych zostaje 2 500 000 zł. Pomyślałabym wtedy o jakichś inwestycjach. Być może fakt, że jestem Mamą (niedługo podwójną), sprawia, że mam dość zachowawcze podejście do pieniędzy. Na pewno nie pakowałabym się w żadne ryzykowne akcje.

Pewnie kupiłabym kilka mieszkań na wynajem. Część pieniędzy oddałabym mężowi pod kuratelę, który lubi pomnażać nasze środki na giełdzie. Na początku pomyślałam o ulokowaniu pewnej części w produktach bezpiecznych typu obligacje czy lokaty, ale obecne oprocentowanie jest tak niskie, że chyba nie ma sensu. Większe korzyści osiągnie się np. z najmu mieszkań.

Poza tym nie zmienilibyśmy drastycznie naszego standardu życia, bo obecnie mamy wszystko, czego nam do szczęścia trzeba. I na pewno nie zrezygnowałabym z pracy, bo bardzo ją lubię. Szalone podróże dookoła świata mamy już za sobą. A na te z dwójką dzieciaków nie jesteśmy jeszcze gotowi…

Zatem gdybym wygrała 3 000 000 zł w totolotka, nie sądzę, żeby ktoś postronny to zauważył 😉

 

Bartosz Sosiński foto - CO ZROBIŁBYM Z WYGRANĄ W TOTKA?Bartek, Bankowość Domowa:

Gdyby to mnie przypadła wygrana 3 milionów złotych w loterii, to podzieliłbym tę kwotę na część inwestycyjną i na część rozrywkową. Powiedzmy sobie szczerze – taką wygraną trzeba wykorzystać również w sposób przyjemny dla zwycięzcy. Na swoje przyjemności przeznaczyłbym 1 milion. Oczywiście nie zakładam tutaj wydania tego w tydzień. Po prostu te pieniądze miałyby konkretny cel. Pozostałe 2 miliony prawdopodobnie przeznaczyłbym na inwestycje. Jednak nie działałbym w tym zakresie samodzielnie. Wolałbym nie polegać na własnej intuicji czy wyobrażeniu o mojej wiedzy inwestycyjnej. Wolałbym poszukać doradcy, któremu mógłbym powierzyć zarządzanie taką kwotą. Najpewniej zacząłbym od banku, gdzie starałbym się o dostęp do usług bankowości prywatnej, gdzie doradcy na co dzień pomagają swoim klientom w zarządzaniu kwotami tego rzędu. Za takie usługi warto zapłacić prowizję.

 

dana - CO ZROBIŁBYM Z WYGRANĄ W TOTKA?Danuta, Kobiecefinanse.pl

Biorąc pod uwagę moją obecną sytuację życiową, to na pewno spłaciłabym z tego kredyt hipoteczny. W umowie co prawda mamy zapis, że przez 4 pierwsze lata nie możemy go nadpłacać, ale później nie ma z tym problemu. Według planu mamy go spłacić w ciągu 10 lat – pozbyłabym się więc wcześniej tego niepotrzebnego bądź co bądź stresu. Wydzieliłabym też część z tych pieniędzy na organizację ślubu i wesela oraz podróż poślubną (marzy się nam Australia i Nowa Zelandia), które czekają nas we wrześniu tego roku. Póki co dajemy z siebie wszystko, by te plany opłacić z własnych oszczędności, koszty całego przedsięwzięcia szacujemy z naddatkiem – lepiej odłożyć więcej, niż za mało. Wygrana w lotka zdjęłaby z naszych barków stresy finansowe związane ze ślubem, a zgromadzone samodzielnie oszczędności moglibyśmy zostawić na naszych kontach oszczędnościowych i lokatach. Pozostałą kwotę odłożyłabym na: wyprawkę na planowane potomstwo (plus, gdy już się pojawi – na lokaty lub zakup obligacji, które zabezpieczą przyszłość dzieci), konto IKZE, zakup nowego samochodu, część na rozkręcenie własnego biznesu – głównie na jego promocję i marketing. Część przeznaczyłabym na jakiś cel charytatywny, a pozostałą kwotę zdecydowałabym się zainwestować na giełdzie. Zakup mieszkania i szykowanie ślubu na tyle opucowały nam portfel, że nie mam w tej chwili do dyspozycji sensownej, wolnej kwoty do zainwestowania. A odłożoną finansową poduszką bezpieczeństwa nie będę przecież ryzykować.

ROZWÓJ ZAWODOWY (NIŻEJ):

 

  • na pewno kupiłbym kilka mieszkań pod wynajem,trochę przeznaczyłbym na grę na giełdzie a 10% na podróże

  • Hahaha, chyba nie ufasz młodszej siostrze;) Ciekawe porównanie znalazłam w książce J. Tuczko. Prawdopodobieństwo zarobienia 1 miliona dolarów: przy własnej firmie to było 1: 1000, przy wygranie w totka już 1: 12000000, tak samo prawdobodobne jak wygranie w totka było odziedziczenie wielkiej fortuny. Wszyscy lubimy pomarzyć, co by było gdyby…

    • Nie rozliczałbym jej z tych pieniędzy, a zresztą właśnie po to wypłacałbym jej sumę co miesiąc zamiast dać jednorazowo 🙂

  • Hmmm… Ja zawsze wiedziałam, że chcę mieć konia sportowego i to jego bym kupiła. A tak poza tym to jakiś przeciętny samochód i do końca studiów zamiast dorywczo pracować skupiłabym się na zdobywaniu dodatkowych kwalifikacji. A potem po prostu żyłabym jakby nigdy nic, wiedząc, że jak nie muszę się martwić, gdyby przyszło mi kiedyś stracić pracę, albo poważniej zachorować.

    • 1] „zamiast dorywczo pracować skupiłabym się na zdobywaniu dodatkowych kwalifikacji” – czyli np.? 🙂

      2] „A potem po prostu żyłabym jakby nigdy nic, wiedząc, że jak nie muszę się martwić, gdyby przyszło mi kiedyś stracić pracę, albo poważniej zachorować.”

      Podejrzewam, że ten rodzaj myślenia może być zgubny – świadomość, ze te pieniądze mamy rozleniwiałby. Widząc zaś jakby te środki topniałyby to prawdopodobnie zaczęłabyś wpadać w lekki (a z czasem coraz większy) rodzaj depresji.

      Tak sobie jeno gdybam 🙂

  • Endemoniada

    Od 1 czerwca 2011 roku prowadzę szczegółowe zapiski dotyczące gry w Lotto i pochodne. Wydałem na 823 zakłady łącznie 1954,75 zł. Ile wygrałem? Dokładnie 407,90 zł. Zatem mój wynik to STRATA w wysokości 1546,85. W opisywane w Twoim wpisie Lotto, gdzie można wygrać wspomniane 3 miliony, zagrałem 222 razy za 723 zł a wygrałem 3 razy – 92 zł!!! W Mini Lotto zagrałem 139 razy, wydałem 173,75 zł i nie wygrałem ani razu. Najlepsza w tym zestawieniu jeśli chodzi o wyniki jest Kaskada: zagrałem 207 razy, wydałem 414 zł, wygrałem 202 zł z tego 80 zł przypadło na 40 najniższych wygranych, czyli 2 zł, 9 razy wygrałem 8 zł , co daje 72 zł i 2 razy 25 zł, czyli 50 zł. O reszcie już nie piszę.
    Wnioski: grać nie warto. Jak już musisz poczuć dreszczyk tej małej emocji przy losowaniu to graj w Kaskadę, ale też nie licz na kokosy.
    Więcej, na plus, wygrałem łącznie w życiu na wyścigach konnych. Od lat jednak nie gram.

    • Zabrakło mi słów oprócz tych – dzięki za mega szczegółowy komentarz. Jasne, że „kasyno zawsze wygrywa” – inaczej nie miałyby racji bytu.

      • Endemoniada

        U mnie wniosek jest jeden: przestaję grać w lotto (na serio; te dane statystyczne to równo 6 lat ich zbierania) i testuję inne „strategie inwestycyjne” [śmiech].